Jaka jest Pana rola w organizacji, którą Pan kieruje?

Pracowałem jako koordynator działu weryfikacji faktów w AFP na Europę Środkową obejmującym trzy kraje: Polskę, Czechy i Słowację. Przez pięć lat byłem szefem biura Agence France Presse w Warszawie, a od czerwca 2020 do stycznia 2021 zajmowałem się wyłącznie weryfikacją faktów. Przyczyniłem się do stworzenia działu weryfikacji faktów w europejskim sektorze AFP. Brałem udział w czytaniu, dyskutowaniu i ostatecznym kształtowaniu artykułów weryfikujących fakty, które opublikowała AFP. Była to żmudna praca, ale jednocześnie bardzo stymulująca. To niezwykle ważne zadanie z punktu widzenia pracy dziennikarzy naszych czasów, zwłaszcza w sytuacji, gdy zalewają nas fałszywe informacje, które szkodzą społeczeństwu, demokracji i niezależnemu myśleniu. Pod koniec mojej prawie 50-letniej kariery dziennikarskiej podjąłem się czegoś, co moim zdaniem jest bardzo przydatne.

Jak by Pan opisał misję i doświadczenie organizacji w zakresie umiejętności korzystania z mediów/ krytycznego myślenia/ sprawdzania faktów/ przeciwdziałania dezinformacji?

Chodzi o to, aby pomóc ludziom nie paść ofiarą fałszywych informacji. Internet, który z pewnością zrobił wiele dobrego dla ludzi, ma też swoje ciemne strony. Sieć rozpowszechnia nieprawdziwe informacje, wszelkiego rodzaju teorie spiskowe i oskarżenia, które mają negatywny wpływ na życie społeczne, polityczne, rozumienie świata przez ludzi. Dezinformacja często wywołuje strach, ponieważ podstawowym instynktem rządzącym opinią publiczną jest strach. Ci, którzy podają fałszywe informacje, najczęściej żerują na tym strachu. Oczywiście czasami mają motywację finansową, ponieważ można również zarabiać na rozpowszechnianiu fałszywych wiadomości. Naszą misją jest powstrzymanie tej masowej fali dezinformacji, obalenie konkretnych przypadków fake newsów, a jednocześnie nauczenie ludzi rozpoznawania fałszywych wiadomości i nieulegania im. Krótko mówiąc, tak właśnie widzę naszą misję.

Jakie są główne zasoby opracowane przez Pana organizację, którymi chciałby się Pan podzielić?

Zwalczamy dezinformację na poziomie podstawowym. Ważne jest jednak, aby ktoś analizował dezinformację, odkrywał jej źródła, kryjące się za nią przepływy finansowe, a także motywacje polityczne czy społeczne. Powinni to zrobić naukowcy, analitycy lub eksperci. Tymczasem usilnie staramy się odpowiadać na stwierdzenia zawierające fałszywe informacje. Na przykład pojawiła się teoria spiskowa, że to Bill Gates stoi za Covid-19, i jego celem było zmniejszenie populacji świata. Udowodniliśmy, że to twierdzenie nie jest prawdziwe, wyjaśniliśmy, na jakiej podstawie tak uważamy, i jak można to zweryfikować. Próbujemy jedynie przekonać ludzi, którzy niestety są skłonni wierzyć w takie teorie. Tak jest znowu w przypadku, gdy strach działa i sprawia, że ludzie szukają prostego wyjaśnienia wydarzeń. A my staramy się odpowiedzieć na to pytanie. Mamy też teorie spiskowe, że sieć 5G jest w jakiś sposób powiązana z Covid-19 i ma strasznie negatywny wpływ na zdrowie ludzi. Taka teoria jest rozpowszechniana w wielu częściach świata. Nasza usługa weryfikacji faktów działa w 39 krajach. Mogliśmy zobaczyć, że ta teoria spiskowa została rozpowszechniona w Wielkiej Brytanii, we Włoszech, a nawet w Afryce. Kiedy spłonął maszt antenowy we Włoszech, od razu pojawiły się fałszywe wiadomości – mimo że nie było tam anteny 5G – że „zrobili to przeciwnicy sieci 5G. Ta sieć jest śmiercionośną bronią światowego spisku, ale na szczęście ludzie ten maszt spalili ”. Żadna część świata nie jest wolna od takich teorii spiskowych, a to jest niebezpieczne.

Jakie są, Pana zdaniem, trzy największe aktualne wyzwania związane z przeciwdziałaniem dezinformacji w Pana kraju?

Najtrudniejsze jest dla nas to, że stoimy przed wyzwaniami zarówno politycznymi, jak i międzynarodowymi. Są niestety grupy działaczy politycznych, a także tajne służby niektórych krajów, które mają wyraźny, konkretny interes w wytwarzaniu fałszywych informacji i robią to coraz lepiej. Jest to spore wyzwanie, ponieważ fałszywe wiadomości są konstruowane w przekonujący sposób, a fałszywe informacje są przedstawiane w formie pozornie wiarygodnych argumentów naukowych. Zawierają nawet linki do niektórych badań, które mogły nie istnieć lub są fałszywe. Jest to bardzo poważne wyzwanie, którym powinni zająć się eksperci, ponieważ prawdopodobnie przeciętny dziennikarz lub osoba weryfikująca fakty nie jest w stanie go obalić. Próbujemy z tym walczyć. Odkrywamy i weryfikujemy takie wysokiej jakości zakłamania rzeczywistości.

Co ciekawe, fałszywe wiadomości pojawiają się w niemal identycznej formie w różnych krajach. Artykuły w różnych językach są praktycznie dosłownymi tłumaczeniami tego samego tekstu. Część z nich ma na celu walkę np. z NATO, Unią Europejską, a inne – zasianie nieufności czy strachu w społeczeństwie, co jest także czynnikiem destrukcyjnym w życiu społecznym i politycznym. To jedno z najbardziej krytycznych wyzwań. Niestety drugim wyzwaniem jest brak pewnego poziomu wiedzy i dociekliwości wśród internautów. To, co mówię, może być aroganckie, bo wygląda na to, że ludzie nie wiedzieli, a my wiedzieliśmy lepiej. Ale niestety tak właśnie jest. Ludzie nie szukają dokładnych informacji z poważnych źródeł, które często uważają za nudne lub trudne do zrozumienia.

Trzecie wyzwanie, być może trochę mniej niebezpieczne, polega na tym, że ludzie, którzy wyrażają swoje opinie w Internecie, są bardzo emocjonalni. Nie traktują problemu jak zagadki, którą trzeba przemyśleć, przestudiować i jakoś odpowiedzieć. Istnieją konkretne kwestie, które budzą silne emocje, na które internauci reagują. Czasami walczą z naszymi działaniami weryfikacyjnymi i podejrzewam, że walczą także z naukowcami, chociaż prawdopodobnie mają do nich mniejszy dostęp. Dlatego niektórzy użytkownicy Internetu obwiniają nas za przynależność do sieci konspiracyjnej. Zarzucano nam, że jesteśmy na liście płac na przykład Billa Gatesa, dużych firm farmaceutycznych lub niektórych tajnych służb. Na szczęście jednak nie jesteśmy na niczyjej liście płac. Staramy się wykonywać naszą pracę, którą uważamy za niezbędną. Niestety, emocjom tym trudno jest przeciwdziałać, ponieważ nie da się niczego wytłumaczyć ludziom, którzy szerzą teorie spiskowe. To trzecie wyzwanie.

Co można zrobić, żeby zwiększyć wśród ludzi umiejętności krytycznego myślenia, pomóc budować odporność na dezinformację i skutecznie jej przeciwdziałać?

Mamy trzy rozwiązania. Jednym jest „odbijanie piłeczki”, czyli ujawnianie fałszywych informacji jedna po drugiej. Nam to się udaje. Współpracujemy z Facebookiem i kiedy my zweryfikujemy i opiszemy jakąś informację jako fałszywą, Facebook dokleja nasz artykuł do danego posta w sieci, a sam fałszywy post zasłania. To nie znaczy, że go cenzuruje, ale zarzuca na niego swego rodzaju „szarą kurtynę”, na której jest napisane: „Ten post został uznany za fałszywy przez niezależnego fact-checkera. Możecie tutaj o tym przeczytać”. Ten, kto chce przeczytać, przeczyta, ale może przeczytać również oryginalny post z fałszywą informacją. Facebook to jest wehikuł, przez który przechodzi 60% informacji docierających dzisiaj do ludzi na całym świecie. Wykazały to niezależne badania. Niestety stare, dobre dzienniki drukowane już nie mają się zbyt dobrze.

Kolejnym rozwiązaniem jest edukacja społeczeństwa. Trzeba uświadomić ludziom, że jest dużo fake newsów. W momencie, gdy zaczną sobie zdawać sprawę z niebezpieczeństwa, to może będą fałszywe newsy lepiej rozpoznawać. Ale trzeba uczyć, jak je rozpoznawać, powiedzieć, jak fake newsy wyglądają, jak są zrobione. I może również wyjaśnić, kto je produkuje i dlaczego. To wszystko wiedza, która, mam nadzieję, choć części społeczeństwa pozwoli na podejście z dystansem do dezinformacji. Żeby wiara w prawdziwość informacji nie opierała się na fakcie, że ta ukazała się na ekranie komputera – jak dawniej, gdy się mówiło, że coś zostało wydrukowane w gazecie, zatem to prawda.

Trzecim rozwiązaniem jest podniesienie poziomu życia i wykształcenia społeczeństw. Wydaje mi się, że ludzie mniej przerażeni zmieniającym się światem i żyjący nieco bardziej spokojnie będą też mieli więcej czasu na swoją własną,  niezależną refleksję na temat fałszywych informacji, a także na lepsze rozeznanie w tym, co się dzieje.

Cieszę się, że będąc dziennikarzem agencyjnym, przez całe lata produkującym informacje dla wszelkiego rodzaju mediów – prawicowych, lewicowych, niezależnych i innych, nauczyłem się unikać wyrażania wszelkich opinii w sposób ukryty w tekstach, które pisałem bądź nadzorowałem. U dziennikarza agencyjnego, zwłaszcza w światowej agencji, jest to konieczne. Piszemy i dla Palestyńczyków, i dla Izraelczyków; dla Amerykanów i dla ludzi z Iraku czy Afganistanu. Podajemy suche fakty i wydaje nam się czasem, że w związku z tym nasze teksty są mniej pociągające, gdyż czytelnikowi potrzebna jest również opinia: ostro wyrażona i uzasadniona przez osobę, która dany tekst pisze. Ale na tym polega różnica pomiędzy mediami informacyjnymi a mediami opiniotwórczymi. Ja całe życie pracowałem w mediach czysto informacyjnych i wydaje mi się, że takie podejście jest możliwe. Ale rozumiem też, że większości odbiorców, czytelników, trudno jest oddzielić poglądy od faktów i nawet podświadomie będą czytać to, co odpowiada ich poglądom. Jeden wybierze Gazetę Wyborczą, a ktoś inny – Gazetę Polską.

Oczywiście to nie jest tak, że dziennikarze agencyjni nie posiadają żadnych poglądów. Już w samej selekcji faktów, które opisujemy można znaleźć w jakimś sensie pogląd, co jest ważne, a co nie. Co damy na tytuł i na „lead”, a co będzie w ostatnim akapicie, którego czytelnik może nie przeczyta. I o to też czasem się nas oskarża: że w jakimś sensie mimo wszystko manipulujemy informacją. Staramy się tego w największym możliwym stopniu uniknąć, kierując się tak zwanym kryterium „human interest”, to znaczy: co jest dla ludzi ważne. Piszemy o tym w sposób jak najbardziej neutralny. Była nawet taka maksyma, trudna do zastosowania, że należy unikać przymiotników wartościujących. My na przykład nie mówimy, że ktoś wygłosił dobre przemówienie. Relacjonujemy, że powiedział to i to. O tym, czy przemówienie  było dobre, czy złe – może świadczyć przytoczona reakcja: oklaski lub gwizdy. A to już są fakty, które powinniśmy przekazać.

Jakie są dominujące narracje dezinformacyjne, które zaobserwował Pan w przestrzeni medialnej w tym roku?

Narracja dominująca: Covid-19, ale także antyszczepionkowcy, pozornie niezwiązani z pandemią, ale niektórzy łączą oba zjawiska, że jest to część tego samego spisku.

Czy korzystał Pan z jakichś narzędzi do sprawdzania faktów?

Fałszywe informacje często opierają się na nadużywaniu różnego rodzaju obrazów, fotografii lub filmów. Można wziąć film nakręcony w Afganistanie, aby zilustrować to, co wydarzyło się w Izraelu. Albo zdjęcie z jakiejś dużej demonstracji może zostać potraktowane jako ilustracja zupełnie innego wydarzenia. Na przykład protest przeciwko słowackiemu rządowi po śmierci dziennikarza Jana Kuciaka został wykorzystany do zilustrowania demonstracji przeciwko szczepionkom, w której prawie nikt nie uczestniczył. Zidentyfikowanie tych sztuczek jest stosunkowo łatwe, a mamy narzędzia, które pozwalają nam szybko znaleźć użyte zdjęcia i sprawdzić, skąd pochodzą i co tak naprawdę przedstawiają. Jeśli chodzi o narzędzia, to są to na przykład wyszukiwarki, takie jak Google Image, ale jest też rosyjska wyszukiwarka Yandex – czasami nawet lepsza niż Google. Obecnie opracowywane są również algorytmy, które umożliwiają znalezienie wielu ważnych informacji za pomocą słów kluczowych. Załóżmy, że zidentyfikujemy fałszywe informacje zawierające ciąg słów. W takim przypadku algorytm może znaleźć w Internecie inne teksty o tej samej treści. Jednocześnie opracowywane są już algorytmy, które umożliwiają nam znajdowanie fałszywych informacji za pomocą języka emocjonalnego. Dzięki pomocy Facebooka używamy znacznie prostszego narzędzia do znajdowania informacji, które mogą być niewłaściwe i do ich analizy. Z jednej strony są to informacje, które stają się wirusowe w Internecie, az drugiej strony, które otrzymują wiele negatywnych komentarzy. Następnie sami przeprowadzamy niezależne dochodzenie, aby sprawdzić, czy to prawda, czy fałsz – ponieważ istnieją również dokładne informacje, które powodują tego rodzaju komentarze.
Na początku pandemii nasz weryfikator faktów na Słowacji znalazł film, który podobno pokazuje miasto Wuhan, w którym rozpoczęła się pandemia. Było mnóstwo pięknych drapaczy chmur, mostów i autostrad. Z pomocą naszego chińskiego działu dziennikarz odkrył, że na tym filmie w ogóle nie pokazano miasta Wuhan. Pokazał różne inne chińskie miasta, a nie Wuhan. To śledztwo było bardzo długie i żmudne. W tej kompilacji pięknych drapaczy chmur trzeba było zidentyfikować wszystkie miasta, z których pochodziły ich zdjęcia. Jednak artykuł otrzymał tytuł „weryfikacji faktów tygodnia” przez niezależną międzynarodową sieć weryfikacji faktów.

Otrzymaliśmy również informacje z Belgradu, że pacjent zmarł z powodu awarii respiratorów w szpitalu, do którego się zgłosił. Minister zdrowia powiedział, że to nieprawda, a jego słowa rozeszły się po sieci. Ustaliliśmy, że minister się mylił, opisaliśmy sprawę, co wywołało ostrą reakcję rządu serbskiego. Jednak mieliśmy znaczące dowody na poparcie naszych roszczeń i bez problemu uszło nam to na sucho.

Kto, Pana zdaniem, jest najlepiej działającym podmiotem - w Pana kraju, jak również w UE - odgrywającym obecnie kluczową rolę w dziedzinie umiejętności korzystania z mediów i dlaczego?

Powoli powstają instytuty i programy uniwersyteckie, które zaczynają zajmować się problemem dezinformacji. Myślę, że jesteśmy na początku tego procesu, ale podążamy we właściwym kierunku. Utworzono również stosunkowo dużą liczbę służb weryfikujących informacje, które działają na naszym poziomie – agencje informacyjne i media. W Polsce mamy ich kilka, nie tylko AFP, ale także Kontakt24, oddział grupy Discovery, telewizja TVN. Jest taki dział – o ile wiem – nawet w Gazecie Wyborczej; w Polskiej Agencji Prasowej (PAP), jest CyberDefence24, FakeHunter. Istnieje również grupa Demagog, która działa w kilku krajach: w Polsce, Czechach, na Słowacji. Więc nastąpiła pewna reakcja na dezinformację.

Mamy również projekt europejski, który dopiero się zaczyna, i ma finansować te wysiłki na trzech filarach. AFP wzięła udział w tym przetargu zorganizowanym przez Unię Europejską. Ma na celu stworzenie wspólnej platformy akademickiej, dziennikarskiej i komunikacyjnej, docierającej do opinii publicznej. Badacze i uniwersytety będą kierować tymi trzema filarami. Będą również zaangażowani weryfikatorzy faktów, a także organizacje, które będą szeroko edukować społeczeństwo: poprzez otwarte konferencje i inne rodzaje wydarzeń. Mamy już tego typu wydarzenia we Francji, na przykład „Tydzień mediów w szkołach”. W szkołach średnich pojawiają się różne organizacje z udziałem dziennikarzy, które wyjaśniają, jak działają media, a także jak postępować z fałszywymi informacjami. Moi francuscy koledzy pracowali z nauczycielami, instruując ich, co powiedzieć uczniom na zajęciach. Jeśli te platformy europejskie zostaną utworzone – a UE ma na to budżet – w kluczowych krajach UE powstaną centra przeciwdziałania dezinformacji. Jesteśmy świadkami rozwoju środków służących reagowaniu na fałszywe informacje i ich rozpowszechnianie na poziomie UE. START2THINK – o ile wiem – jest również częścią tej europejskiej ofensywy i to jest bardzo dobre. W Polsce Polska Agencja Prasowa stara się organizować warsztaty lub konferencje online z różnymi środowiskami weryfikującymi fakty, aby wymieniać doświadczenia i iść naprzód. A więc dużo się dzieje, ale nadal mamy status nascendi.

 

Wywiad przeprowadzony w marcu 2021 roku.

MICHEL VIATTEAU
Do lutego 2021 r.: koordynator działu weryfikacji
faktów w AFP dla Europy Środkowej
Uważny, odważny i ciekawy świata

JUDITA AKROMIENE

Menu