ArticlesBiblioteka Cyfrowa

Ciszej w eterze!

Podczas inwazji Rosji na Ukrainę i wywołanego tym światowego zamętu staramy się rozstrzygnąć, co jest dezinformacją, a co faktem, ale umyka nam wątek, że w kwestiach związanych z bezpieczeństwem państwa o pewnych sprawach lepiej nie informować i nie dyskutować o nich publicznie na oczach świata – zwłaszcza, jeżeli nie mamy pewności, jaka jest prawda. Operujemy ciągle schematami z czasów pokoju, a mamy wojnę. W dzisiejszej przestrzeni informacyjnej panuje chaos, prawdziwe doniesienia mieszają się z fake newsami, manipulacjami i domysłami. Jednocześnie trwa wojna informacyjna, w której obie strony konfliktu konstruują swoje narracje i uprawiają własną (kontr)propagandę wojenną w celu zbudowania wewnętrznego i zewnętrznego poparcia, a media prześcigają się w gorączkowym przekazywaniu treści – czasami mówiąc za dużo, przedwcześnie, sięgając do niewłaściwych źródeł lub nadinterpretowując fakty.  W czasach eskalującego za naszą wschodnią granicą konfliktu może to zagrozić bezpieczeństwu Polski i Europy. Od ponad tygodnia Polska i świat żyją doniesieniami, że Polska przekaże ukraińskiemu lotnictwu myśliwce MiG-29. 28 lutego poinformował o tym Onet, powołując się na wysokiego rangą oficera polskiej armii z zastrzeżeniem, że „żadne decyzje jeszcze nie zapadły”. Tego samego dnia doniosła o tym również Rzeczpospolita, podając jako źródło wpis Rady Najwyższej Ukrainy na Twitterze i cytując wypowiedź ukraińskiego deputowanego, który stwierdził, że „w razie potrzeby” przekazane Ukrainie samoloty „będą mogły bazować na polskich lotniskach, z których ukraińscy piloci będą realizować misje bojowe”.  Również na stronie TVPInfo podano, że „jeśli zajdzie taka konieczność myśliwce będą mogły stacjonować na polskich lotniskach, z których ukraińscy piloci będą wykonywać misje bojowe”. Strona ta potem została usunięta, w jej miejsce pojawiło się uściślenie, że informacje zdementował prezydent Andrzej Duda i rzecznik rządu.  Informacje o samolotach przekazały też zachodnie media, m.in. portal Politico i dziennikarz Guardiana Alec Lunh oraz ukraiński portal Segodnya.ua. Sprawa przetoczyła się też echem po mediach społecznościowych, wywołując żywe komentarze internautów oraz obawy, że „to przerodzi się w trzecią wojnę światową” i Polska „może się spodziewać bombardowania ze strony Rosji”. Informacja poszła więc w świat i wróciła jak bumerang 6 marca po zapowiedzi sekretarza stanu USA Antonyego Blinkena, że Stany Zjednoczone dały „zielone światło” państwom NATO, jeśli te zdecydują się dostarczyć Ukrainie myśliwce. Powołując się na The Wall Street Journal ukraińska telewizja  internetowa Nexta zamieściła wpis, że Polska może dostarczyć Ukrainie samoloty MiG-29 i Su-25 otrzymując w zamian of USA myśliwce F-16. Nexta – której profil na Twitterze śledzi dziś ponad 880 tysięcy obserwujących z całego świata, a ona sama nazywa się „największym medium środkowoeuropejskim” – w czasie wojny z Rosją dorobiła się dobrej reputacji, wyrastając na jedno z bardziej wiarygodnych, rzetelnych i aktualnych źródeł. W tym przypadku doczekała się jednak zdecydowanej reakcji ze strony Kancelarii Premiera Rady Ministrów, która zatweetowała w odpowiedzi, że jest to ‼️FAKE NEWS‼️ (sic!). Jednak i tym razem puszczona w obieg treść zatoczyła szerokie koło, przedostając się do mediów z całego świata. „USA gotowe poprzeć decyzję Polski o udostępnieniu Ukrainie samolotów bojowych do walki z Rosją” napisał na przykład portal Eurasiantimes.com. Dziś po raz kolejny polski rząd zdementował to doniesienie. Szef KPRM Michał Dworczyk oznajmił, że „Polska nie prowadziła, nie prowadzi i nie będzie prowadzić żadnych działań zbrojnych ze swojego terytorium, nie jesteśmy stroną w tym konflikcie i nie będziemy”.  Z całą pewnością dementi dotrze do znacznie mniejszej liczby odbiorców, niż oryginalna informacja. W dyskusji internetowej jaka rozgorzała w następstwie tych sprzecznych doniesień jeden z internautów trafnie skomentował: „Kiedy przejrzycie na oczy? Sprawy militarne powinny być tajemnicą, nawet tajemnicą najwyższej wagi”. Trudno się z nim nie zgodzić, zwłaszcza w sytuacji, kiedy Putin zachowuje się irracjonalnie, a groźba konfliktu zbrojnego NATO z Rosją przestała być abstrakcyjna. Nasz apel do mediów – o zachowanie ciszy w eterze w sprawach dotyczących bezpieczeństwa narodowego i rzetelne weryfikowanie strategicznych informacji w oficjalnych źródłach odpowiednich instytucji. Nasz apel do widzów i czytelników – myślmy krytycznie i miejmy ograniczone zaufanie do medialnych przekazów, zwłaszcza w czasie wojny, kiedy informacja jest narzędziem walki. Agnieszka Ostrowska, dyrektor programowa CSM odpowiedzialna za projekty związane z przeciwdziałaniem dezinformacji
Menu