1. Strona główna
  2. Maciej Maj

Wpisy, których autorem jest Maciej Maj

Fake news

Czarne niteczki w maseczkach to nie pasożyty, lecz nieszkodliwe dla zdrowia włókna

Internet zalały filmy, które rzekomo ukazują robaki grasujące w maseczkach. Autorzy domowych badań widzą na nich czarne, mikroskopijne niteczki, które według nich są żywymi organizmami, tak zwanymi Morgellonami. Twierdzą, że są niebezpieczne dla zdrowia gdyż powodują tzw. chorobę Morgellonów. Daliśmy maseczki specjalistom mikrobiologii pod analizę. Bez obaw. To nie robaki, lecz nieszkodliwe dla zdrowia włókna – stwierdzili. Filmy z maseczkami z rzekomymi robakami nagrali telefonami internauci na całym świecie. Dziennikarze agencji AFP znaleźli dziesiątki podobnych przykładów wśród użytkowników Facebooka w Polsce, Serbii, Niemczech, Czechach czy Bułgarii.  Wśród polskich użytkowników Facebooka film pt. „Krótki film o maseczkowych żyjątkach” miał ponad milion wyświetleń w ciągu pięciu dni. Zrzut ekranu z Facebooka kadrem filmu z 8 kwietnia 2021 r. „To się k**** rusza. To się naprawdę rusza. I to nie są ruchy jakiegoś włókna!” – mówi w 50 minucie nagrania mężczyzna, który telefonem nagrał nową, dopiero co otwartą fabrycznie zamkniętą maseczkę. „Więc to nie były bajki! Ale jazda i ludzie chodzą w tych szmatach! To jest jazda, zobaczcie jak to jeździ (…). To się normalnie zachowuje, no wiem, jak jakaś glista. Odchyla się w druga stronę” – mówi autor domowego badania, który sfilmował maseczkę położoną na szklance z ciepłą wodą. Zrzut ekranu z Facebooka z 8 kwietnia 2021 r. Podobny eksperyment przeprowadziła użytkowniczka Facebooka.
„Gdyby to była zwykła nić, bawełna, zdmuchłabym to” – konkluduje kobieta pokazując coś, co według niej, przypomina nicienie, drobne pasożyty. „Na maseczkach odkryto morgellony …brzmi to jak słaba fantastyka, i kiczowaty horror a jednak…to przerażająca rzeczywistość” – napisała w poście inna użytkowniczka. Niektórzy z internautów proponowali by oddać maseczki z „robakami” do Sanepidu, inni domagali się od władz państwa – Prezydenta RP Andrzeja Dudy i Premiera Mateusza Morawieckiego, śledztwa w sprawie „Morgellonów”. „Zmuszając Polaków do noszenia maseczek, za które nie ponosi producent żadnej odpowiedzialności stajecie się współwinni niszczenia zdrowia, a w konsekwencji doprowadzenia do śmierci tysięcy Polaków.❗
❗Maseczki mają toksyczne zawartości nanocząsteczek srebra, dwutlenku tytanu i morgellony.❗
Żądamy „natychmiastowego powołania przez rząd PiSu niezależnej Komisji Medycznej z wyłączeniem pisowskich sprzedajnych lekarzy do zbadania maseczek i wymazów pod kątem istnienia w nich toksycznych nanocząsteczek srebra, dwutlenku tytanu i obecności morgellonów.” – czytamy we wpisie na Facebooku. Dziennikarze serwisów factcheckingowych AFP w Serbii, Niemczech i Czechach połączyli siły, by znaleźć odpowiedź na trzy pytania: – Czy i gdzie możemy znaleźć czarne niteczki?
– Czym one są?
– Dlaczego wydają się poruszać? Okazało się, że te niteczki można znaleźć również na powierzchni wielu innych przedmiotów, takich jak piłeczki dla kota, notatniki, T-shirty … ponieważ nie są one pasożytami, ale nieszkodliwymi włóknami przenoszonymi przez powietrze i wodę. Nie odpowiadają też one za tzw. chorobę Morgellonów, zwaną też morgellonką, która w medycynie jest wciąż nieokreśloną przypadłością, przypisywaną przez niektórych lekarzy psychotycznemu złudzeniu. Czy czarne niteczki występują tylko na maskach? Nie Dla wielu użytkowników, te domowe eksperymenty są dowodem na to, że maski są niebezpieczne i, że nakaz ich noszenia w związku z pandemią Covid-19 nie powinien obowiązywać. Dla innych, zostały one wręcz umieszczone celowo w maskach, aby zatruć ludzi i w efekcie, doprowadzić do depopulacji ludzkości, do której rzekomo miałaby prowadzić sama, sztucznie wykreowana pandemia. Teorie te zweryfikowaliśmy już w kilku naszych artykułach. (1, 2, 3, 4, 5, 6) Dziennikarze serwisu factcheckingowego AFP Cinjenice w Belgradzie zrobili zdjęcia telefonem w powiększeniu różnych powierzchni użytkowych m.in. maseczki bawełnianej, maseczki z filtrem KN95 i innym przedmiotom i znaleźli na nich czarne niteczki. Widać je na zdjęciach poniżej. Zdjęcia z widocznymi włóknami na różnych przedmiotach (Fot. Marion Dautry AFP 5 kwietnia 20121 r.) Czym są niteczki? To nieszkodliwe włókna AFP poprosiła naukowców, aby przyjrzeli się filmom i zdjęciom udostępnianym w mediach społecznościowych. Zapewnili nas, że widoczne niteczki, to nie żywe organizmy, lecz drobne włókna. „Są to kawałki włókien – albo z ubrań, które ma na sobie osoba przeprowadzająca eksperyment, albo zasłon lub dywanu w pokoju. Powietrze jest pełne takich cząsteczek, które swobodnie unoszą się w powietrzu razem z pyłkami, pleśnią, resztkami martwych komórek naszej skóry, mikroskopijnymi fragmentami ziemi itp”, przekazała w mailu 31 marca 2021 r. agencji AFP Jana Nebesarova, adiunkt w laboratorium mikroskopii elektronowej w Centrum Biologii Czeskiej Akademii Nauk. „Oznacza to, że maseczka lub patyczki używane do testów na Covid-19 mogą zawierać takie niteczki, które albo dostały się tam w procesie produkcji, albo podczas ich użycia, lub tuż przed użyciem. W każdym razie nie są one niebezpieczne dla zdrowej osoby; to substancje, którymi oddychamy każdego dnia, a nasz nabłonek rzęskowy, który wyściela nasz układ oddechowy, dobrze wie, jak radzić sobie z tymi obcymi mikroskopijnymi cząsteczkami” – dodała. Widać je na tym zdjęciu. Zdjęcie ukazujące latające w powietrzu cząsteczki (Austin Ban darmowe zdjęcie) Poprosiliśmy również Jeffreya Marlowa, profesora biologii na Uniwersytecie w Bostonie, aby odtworzył dla nas podobny eksperyment. Znalazł on niteczki na fabrycznie nowej maseczce. „Kiedy wyjąłem nową maseczkę z opakowania i obejrzałem ją pod mikroskopem pionowym Nikon 80x, zobaczyłem sieć przezroczystych i półprzezroczystych nitek. Średnio jedną lub dwie na centymetrze kwadratowym, niektóre ciemniejsze, inne krótkie, inne dłuższe, często zwinięte. W ciągu mojej około 10-minutowej obserwacji pod mikroskopem, żadna z nitek nie poruszyła się”, przekazał AFP w mailu 5 kwietnia 2021 roku. Dlaczego włókna się ruszają? To powietrze lub woda je porusza Wielu użytkowników uważa, że czarne niteczki są żywymi organizmami gdyż się „poruszają”. Ale i na to jest proste wytłumaczenie. W strumieniu powietrza znajdują się aerozole, maleńkie cząsteczki stałe lub kropelki, które mogą zawierać kurz, lub włókna czyli nasze czarne niteczki. Są one tak lekkie, że mogą być unoszone przez ruch powietrza, których my jako ludzie możemy nie odczuwać. Innym wyjaśnieniem jest pole elektryczne. Co więcej, niektórzy internauci wkładali maseczki pod wodę – nawet wrzątek, twierdząc, że to sprawi, że „pasożyty zareagują”. „Kiedy próbujesz złapać przedmiot pływając w basenie, oddala się on od ciebie, ponieważ ręka wytwarza falę i przedmiot porusza się. Podobnie jest, gdy zbliżasz końcówkę pęsety do nitki, wytwarzasz falę w kropli wody i nitka się porusza. Jednak to w żaden sposób nie dowodzi, że taka cząstka jest żywa lub zdolna do samodzielnego poruszania się” – powiedziała Nebesarova. Rumuński fizyk Cristian Presură, z laboratorium badawczego Philipsa w Eindhoven, (Holandia) przeprowadził eksperyment z włóknami. Wszystko sfilmował i wyniki opublikował na Youtubie 2 kwietnia 2021 r. Umieścił maseczkę nad czajnikiem z wrzątkiem. „Para, która nadal znajduje się w masce, unosi się do góry i w ten sposób wprawia w ruch to, co według mnie jest włóknem tekstylnym” – stwierdził w nagraniu. „Para dostała się do tkaniny, pozostała tam i stopniowo wychodzi na powierzchnię i porusza te włókna (…) następnie one stygną i w ten sposób zmieniają swoją strukturę. To właśnie się dzieje. Reagują one na zmiany środowiskowe” – wyjaśnił fizyk w nagraniu. Na wszystkich filmach, które widzieliśmy w internecie, ludzie dotykają maseczki gołymi rękami, gotują ją w wodzie, filmują ją w kuchni, w łazience... To są okoliczności w których włókna i inne cząsteczki wiszące w powietrzu lub na powierzchniach przyklejają się do  materiału maseczki, wywołując ruch, i wyglądają jakby były „żywe”. Badanie w laboratorium Aby mieć jeszcze większą pewność, pokazaliśmy zdjęcia czarnych nici Marinie Jovanovic, dr biologii w Instytucie Chemii i Fizyki w Belgradzie. „To tylko zwykłe włókno, jakieś cząsteczki” – powiedziała AFP 6 kwietnia 2021 r. Jovanovic nie znalazła żadnej czarnej nitki na nowej maseczce, którą poddała badaniu specjalnie dla AFP. Daliśmy jej również używaną maseczkę, na której znaleźliśmy jedno z tych włókien. Jovanovic podkreśliła, że aby wykonać prawidłowo badanie pod mikroskopem w laboratorium materiał powinien być umieszczony między dwoma szklanymi płytkami i nie powinien być dotykany ręką. Nie przestrzegaliśmy tych zasad, aby zbliżyć się do warunków badań robionych w domach przez internautów. „Nie da się pomylić włókien z żywymi organizmami. Włókna mają powtarzający się wzór, wiemy jak wyglądają, więc nie są to mikroby” – wyjaśniła. Jovanovic podkreśliła też, że warunki „badania” mają znaczenie. „Kiedy zakładasz maseczkę, kiedy jej dotykasz, nanosisz na nią różne cząsteczki, takie jak kawałeczki włosów, włókna roślinne, wszelkiego rodzaju zanieczyszczenia. To, co zobaczyliśmy na tej masce, to były cząsteczki, a nie pasożyty, czy coś żywego. To były po prostu resztki jakichś włókien”. Choroba Morgellonów Według wielu internautów czarne niteczki są tak zwanymi Morgellonami, według nich niebezpiecznymi dla zdrowia organizmami powodującymi chorobę Morgellonów. Czym ona jest i czy w ogóle jest? „To schorzenie, które wywołuje wiele kontrowersji i emocji, ale którego podłoża nie udało się do tej pory wyjaśnić” – czytamy na stronie Mayo Clinic, amerykańskiego centrum badawczego non-profit zatrudniającego blisko 4,7 tys. lekarzy i naukowców. Objawem jest „wrażenie, że w ciele, pod skórą bytują pasożyty, często porównywane do owadów poruszających się, kłujących lub gryzących oraz włókna, nici lub czarny, żylasty materiał w i na skórze”. W badaniu przeprowadzonym przez dermatologów przez Centers for Disease Control (CDC) na 115 pacjentach w latach 2006-2008 „nie wykryto pasożytów, ani prątków gruźlicy. Większość cząsteczek pobranych ze skóry uczestników badania, okazało się być cząsteczkami celulozy, prawdopodobnie pochodzenia bawełnianego.” Według Mayo Clinic, niektóre badania wiązały chorobę Morgellonów z krętkiem Borrelia, wywołującym Boreliozę. Krętki te są rozpoznawalne ze względu na  „spiralny kształt”, jak pokazano na tej stronie Wydziału Biologii medycznej na Uniwersytecie Paris 5. Wyglądają one zupełnie inaczej niż włókna znalezione w maskach.
screen Według innych opracowań choroba Morgellonów to „psychotyczne złudzenie, urojenie”. W artykule naukowym z 2010 r, Niemieckiego Towarzystwa Dermatologicznego  określa się to schorzenie jako „utrwalone przekonanie o związanej ze skórą inwazji lub zarażeniu przez szereg rzekomych gatunków zakaźnych (zwykle pasożytów i bakterii)”. „Jednostka ta została nazwana przez samych pacjentów chorobą Morgellonów, chociaż brakuje medycznych dowodów na jej istnienie”- czytamy w artykule. Więcej na ten temat można przeczytać w artykule na stronie ABC zdrowie. Wniosek: Ruszające się w filmach czarne nitki na maseczkach, określone przez internautów jako żywe organizmy groźne dla zdrowia, nie są żadnymi robakami, lecz nieszkodliwymi dla zdrowia włóknami, które poruszają woda i powietrze zgodnie z prawami fizyki – stwierdzili naukowcy. Fake news tygodnia dzięki uprzejmości Agence France-Presse.
Fake news

Nie, dokument o „nowym porządku świata” jest nieprawdziwy

Ponad tysiąc udostępnień miała na Facebooku publikacja, która przedstawia „oficjalny dokument NATO” opisujący rzekomo plany ustanowienia „nowego porządku świata” w 2030 r. Ta lista celów jest nieprawdziwa. Agenda 21 nie jest oficjalnym dokumentem NATO. Nagłówek rzekomego dokumentu utworzono z połączenia nazw dwóch różnych rezolucji Organizacji Narodów Zjednoczonych. Jak powiedział rzecznik ONZ, wszystkie punkty tej listy są fałszywe. „A wy dalej maski i słuchacie się jak baranki… To było już dawno temu zaplanowane… Nowy porządek świata 2030” – czytamy w poście opublikowanym 17 marca 2021 roku. Podobne posty były popularne już w grudniu 2020 r. Publikacja prezentuje rzekomą listę celów dla Agendy NATO. Wśród nich wymieniono m.in. „zniesienie instytucji rodziny”, „obowiązkowe, wielokrotne szczepienia” czy „depopulacja”. Zrzut ekranu z Facebooka z 26 marca 2021 roku Podobne publikacje były udostępniane w języku angielskim w czerwcu 2020 roku. Jednak mówiły one, że „nowy porządek świata” jest dokumentem Organizacji Narodów Zjednoczonych, a nie NATO. NATO planuje zmienić porządek świata? Przedstawiona w mediach społecznościowych lista jest nieprawdziwa i również fałszywe jest stwierdzenie, że dokument reprezentuje „cele Agendy NATO 21/2030”. Agenda 21 jest dokumentem programowym, który został przyjęty podczas obrad Organizacji Narodów Zjednoczonych (ONZ) w Rio de Janeiro w 1992 roku podczas tzw. Szczytu Ziemi. Nie ma on jednak nic wspólnego z nieprawdziwą publikacją udostępnianą na Facebooku. Dokument ONZ  ma 350 stron i 40 rozdziałów. Podzielono go na cztery sekcje – pierwsza dotyczy zagadnień społecznych i ekonomicznych, druga mówi o ochronie i zarządzaniu zasobami naturalnymi w celu zapewnienia trwałego i zrównoważonego rozwoju. W trzeciej  części jest mowa o wzmacnianiu pozycji “znaczących grup społecznych” m.in. kobiet, dzieci i młodzieży, jak również pracowników i związków zawodowych. Czwarta zaś mówi o możliwościach i warunkach rozwoju, m.in. o upowszechnianiu edukacji. W dokumencie nie odnaleźliśmy niczego, o czym wspomina udostępniana w mediach społecznościowych grafika. Wyszukiwanie słów kluczowych w języku angielskim, takich jak: „jeden światowy rząd” czy „jedna światowa armia” nie przyniosły rezultatów. Z kolei Agenda 2030 to rezolucja przyjęta przez ONZ 25 września 2015 r., która dotyczy działań na rzecz zrównoważonego rozwoju. Można ją przeczytać w języku polskim. Wśród 17 celów wymieniono m.in. wyeliminowanie ubóstwa, głodu, zapewnienie wszystkim ludziom edukacji na wysokim poziomie, ochrona oceanów i mórz oraz zmniejszenie nierówności w krajach oraz między nimi. Tak jak poprzednio, w dokumencie nie odnaleźliśmy w nim stwierdzeń odwołujących się do „ustanowienia nowego porządku świata”. W lewym górnym rogu udostępnianej grafiki widać logo ONZ. Rzecznik Organizacji Narodów Zjednoczonych stwierdził w wiadomości do AFP 27 czerwca 2020 roku, że „wszystkie punkty z listy udostępniane w grafice są całkowicie fałszywe, albo przekręcone”. Wniosek: grafika, która rzekomo ma przedstawiać dokumenty NATO z celami o tzw. „nowym porządku świata” jest nieprawdziwa. Ani NATO, ani ONZ nie mają na celu utworzenia „nowego porządku świata”. Tytuł fałszywej publikacji jest połączeniem tytułów dwóch dokumentów ONZ: „Agenda 21” opublikowanego w 1992 r. i „Agenda 30” sprzed sześciu lat. Fake news tygodnia dzięki uprzejmości Agence France-Presse.
Fake news

Nie, jak mówią eksperci testy PCR są bezpieczne i nie uszkadzają mózgu

Prawie 5 tys. udostępnień miała grafika, która przestrzegała, że patyczek służący do pobierania wymazu podczas testów PCR „uszkadza bardzo ważny organ mózgu”. To nieprawda. Jak mówią eksperci, nie ma takiej możliwości, żeby patyczek do pobrania wymazu do badania PCR uszkodził mózg. Użyta w publikacji grafika przedstawia operację guza przysadki mózgowej. „Dlaczego patyczek testowy PCR muszą wsuwać wbijając głęboko w nos podczas pobrania wymazu z nosa? Ponieważ istnieje bardzo ważny organ mózgu, który jest uszkadzany. Ten organ w mózgu pełni funkcję kontrolną układu endokrynologicznego – czytamy w pościeopublikowanym 9 marca (1, 2, 3). Publikacja miała około 5 tys. udostępnień. Zrzut ekranu z Facebooka z 19 marca 2021 roku W dalszej części publikacji czytamy, że ta „ważna część mózgu” produkuje m.in. prolaktynę oraz inne hormony. Obecnie istnieją setki różnych testów na obecność Covid-19, które można podzielić na dwie kategorie: diagnostyczne (PCR oraz antygenowe) oraz serologiczne, które wykrywają czy dana osoba jest zakażona koronawirusem i czy wytworzyła przeciwciała. Test RT-PCR polega na pobraniu wymazu z górnych dróg oddechowych. Test wykrywa obecność materiału genetycznego wirusa SARS-CoV-2. Przegroda nosowa a przysadka mózgowa Według ekspertów, twierdzenie zawarte w publikacji nie jest prawdziwe. – Owszem, w mózgu znajduje się organ produkujący niektóre hormony zwany przysadką mózgową – mówi dr. hab. Rafał Butowt z Zakładu Genetyki Molekularnej Komórki Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. – Jednak jest ona chroniona od strony jamy nosowej blaszkami kostnymi zatoki klinowej (górna tylna część jamy nosowej) – dodaje i tłumaczy, że jest mało prawdopodobne, by zwykły patyczek do pobierania wymazu mógł uszkodzić przysadkę mózgową. – Musiałby przebić się przez tę strukturę kostną zatoki klinowej oraz dodatkowo przez przegrodę nosową (również struktura kostno-chrząstkowa) – wyjaśnia. Butowt dodaje, że te struktury są u człowieka wysoko i w tylnej części jamy nosowej. Dlatego nie jest możliwe uszkodzenie przysadki mózgowej patyczkiem do pobierania wymazów. – Generalnie wymazy pobiera się z nabłonka oddechowego jamy nosowej, czyli dużo niżej, bliżej otworów nosowych. Sięgnięcie nim aż do zatoki klinowej i przebicie się tym patyczkiem przez strukturę kostną tej zatoki uważam za bardzo mało prawdopodobne – tłumaczy specjalista. Grafika przedstawiająca wykonanie testu PCR na koronawirusa / AFP – Ważne jest, aby pobierając wymaz, uzyskać komórki nabłonka. Otrzymanie wysokiej jakości materiału do badań jest kluczowe w celu otrzymania wiarygodnego wyniku badania, dlatego najlepiej, jeśli wymaz, niezbędny do testu w kierunku infekcji SARS-CoV-2, pobiera przeszkolony diagnosta laboratoryjny lub pielęgniarka – tłumaczy Aleksandra, biotechnolożka pracująca w firmie diagnostycznej, która nie chciała podawać swojego nazwiska ze względu na zasady ustalone przez jej pracodawcę. Jak krok po kroku wygląda taki test? Jak mówi specjalistka, w tym celu należy:
– zalecić pacjentowi odchylenie głowy,
– giętką wymazówkę umieścić równolegle do podniebienia tak głęboko, jak to tylko możliwe,
– pozostawić na 5–10 sekund, by umożliwić wchłonięcie wydzieliny,
– pozostawić wymazówkę w celu wchłonięcie wydzieliny na ok. 5– 10 sekund lub rotacyjnie obrócić ją kilkukrotnie,
– delikatnie usunąć wymazówkę z przewodu nosowego, a następnie powtórzyć procedurę w drugim nozdrzu. To jak przebiega test PCR można również obejrzeć w poniższym filmie opublikowanym przez Klinikę Reumatologii Uniwersytetu Medycznego w Łodzi. Zabieg endoskopowy Jeśli chodzi o grafikę, którą autor zilustrował do fałszywej publikacji, to odnaleźliśmy ją za pomocą odwrotnego wyszukiwania w Google w dokumencie o endoskopowej chirurgii Mayfield Clinic. Poniżej pokazujemy ilustrację, która została wykorzystana. Widać logo kliniki, podpis autora ilustracji (AS Baker) oraz podpis, który usunięto. „Chirurg wprowadza narzędzie przez drugie nozdrze, aby usunąć guz” – czytamy w usuniętym podpisie do ilustracji. Ilustracja pokazująca operację guza przysadki mózgowej, źródło Mayfield Clinic Jak mówią eksperci grafika użyta w fałszywej publikacji przedstawia tak naprawdę operację guza przysadki mózgowej. – Na ilustracji nie widzimy patyczka do pobierania wymazu, a endoskop – tłumaczy biotechnolożka. Butowt: – Grafika pokazuje zabieg endoskopowy w celu usunięcia nowotworu przysadki mózgowej. Wówczas wprowadza się endoskop z kamerą, czyli urządzenie, które można nakierować wysoko i głęboko do końca jamy nosowej w pobliże przysadki. Chirurg wtedy musi naciąć struktury kostne, żeby dotrzeć do przysadki i usunąć guz. Patyczkiem raczej nie można tak zrobić. Więcej o chirurgii endoskopowej można przeczytać w publikacji naukowców Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku. Eksperci dodają, że wszystkie wymienione w publikacji hormony są produkowane przez przedni płat przysadki mózgowej. O testach PCR pisaliśmy w wielu innych naszych artykułach (1, 2). Wniosek: test PCR nie uszkadza „ważnego organu w mózgu”. Nie jest możliwe uszkodzenie przysadki mózgowej patyczkiem do pobierania wymazu, ponieważ przysadka znajduje się w innej części, niż część, z której pobierany jest wymaz. Grafika natomiast pokazuje operację guza przysadki mózgowej. Fake news tygodnia dzięki uprzejmości Agence France-Presse.
Fake news

Wyjaśniamy skład szczepionki firmy AstraZeneca

Ponad 500 osób udostępniło ulotkę informującą o składnikach szczepionki firmy AstraZeneca. Według publikacji szczepionka brytyjsko-szwedzkiej firmy zawiera m.in. genetycznie zmodyfikowaną nerkę dziecka z aborcji, wektor adenowirusa szympansa oraz organizmy zmodyfikowane genetycznie. Post cieszył się szczególną popularnością wśród osób sprzeciwiającym się szczepionkom. Wiele twierdzeń zawartych w ulotce wzbudziło wśród komentujących strach przed szczepionką przeciwko Covid-19, dlatego postanowiliśmy wyjaśnić, co kryje się za tajemniczo brzmiącymi określeniami jej składników. Post informujący o składnikach szczepionki firmy AstraZeneca został opublikowany na Facebooku 15 lutego (1, 2, 3). Zrzut ekranu z Facebooka z 10 marca 2021 roku Wśród składników zostały wymienione takie substancje jak: genetycznie zmodyfikowana nerka dziecka z aborcji, wektor adenowirusa szympansa, organizmy zmodyfikowane genetycznie (GMO) i „rakotwórczy” polisorbat 80. „To trucizna na ludzi”, „Mord w białych rękawiczkach. Ludzie opamiętajcie się. To, co wam wstrzykują nie ma żadnych badań. Po latach wyjdzie szydło z worka” – pisali użytkownicy w komentarzach. Przyjrzeliśmy się twierdzeniom zawartym w ulotce i sprawdziliśmy, czy wymienione w niej składniki szczepionki rzeczywiście są tak niebezpieczne, jak sugerowali niektórzy w komentarzach. Szczepionka AstraZeneca zawiera genetycznie zmodyfikowaną nerkę dziecka z aborcji – Fałsz Czy szczepionka brytyjsko-szwedzkiej firmy zawiera genetycznie zmodyfikowaną nerkę dziecka z aborcji? – Nie. W procesie wytwarzania szczepionki wykorzystuje się linię komórkową HEK293 – mówi dr hab. Piotr Rzymski z Zakładu Medycyny Środowiskowej Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu. Szczepionka przeciwko Covid-19 powstała za pośrednictwem zmodyfikowanej linii komórkowej HEK293, ale według ekspertów i przedstawicieli firmy AstraZeneca linia ta nie znajduje się w ostatecznej wersji szczepionki. Linia HEK293 (tłum. Human Embryonic Kidney 293 – ludzkie embrionalne komórki nerki 293) jest linią komórkową bardzo często stosowaną w badaniach biomedycznych. Powstała na bazie komórek jednorazowo wyizolowanych z nerki zarodka ludzkiego w 1973 r. – Komórki te pozyskano w Danii w wyniku legalnej aborcji – informują agencję AFP przedstawiciele firmy AstraZeneca. – Ich pobranie z materiału aborcyjnego, nie było powodem przeprowadzenia aborcji, to wykonano jakoby przy okazji – wyjaśnia Rzymski. Linia komórkowa HEK293 w warunkach laboratoryjnych jest łatwa w hodowli i charakteryzuje się szybkim tempem wzrostu, co jest dużą zaletą w produkcji biomedycznej. Jak tłumaczą przedstawiciele firmy AstraZeneca, technologia produkcji szczepionek z zastosowaniem linii komórkowych wywodzących się z tkanek zarodka ludzkiego jest stosowana powszechnie, np. w szczepionkach przeciwko różyczce, odrze, śwince, ospie wietrznej czy WZW typu A. Technologię wykorzystują również inni producenci szczepionki przeciw Covid-19 m.in. CanSino Biologics (Chiny) i belgijska firma Janssen, która należy do amerykańskiego koncernu farmaceutycznego Johnson & Johnson. Jak informują nas przedstawiciele firmy AstraZeneca, w finalnym składzie obecnie dostępnych szczepionek przeciw Covid-19, lub ich kandydatów, nie ma komórek pochodzących z linii komórkowej. Rzymski: – W preparacie szczepionkowym nie ma komórek HEK293, ani nawet ich fragmentów. Według ekspertów, linia HEK293 jest używana do hodowli tzw. składnika aktywnego szczepionki, który jest niezbędny do zaktywizowania układu odpornościowego, by zaczął produkować przeciwciała do walki z chorobą. Więcej o komórkach zawartych w szczepionce firmy AstraZeneca pisaliśmy w grudniu 2020 r. Szczepionka AstraZeneca zawiera wektor adenowirusa szympansa – Prawda Jak informują nas przedstawiciele firmy AstraZeneca, produkcja szczepionki przeciwko Covid-19 obejmuje produkcję adenowirusa, który przenosi materiał genetyczny do komórek wewnątrz organizmu. Co to takiego adenowirus? – Adenowirusy to wirusy DNA. Charakteryzują się małym genomem, co jest ich zaletą, bo pozwala to na ich sprawne edytowanie – tłumaczy Rzymski i dodaje, że adenowirusy znane są od lat czterdziestych, kiedy to po raz pierwszy wyizolowano je z tkanki chłonnej (ang. adenoid tissue) – stąd ich nazwa. Adenowirusy w środowisku naturalnym zarażają ludzi i wiele gatunków zwierząt. Obecnie znanych jest kilkadziesiąt ich typów. Powodują różne choroby, w tym zakażenia górnych i dolnych dróg oddechowych, ucha, układu pokarmowego, pęcherza moczowego, czy oka. Wektor to nośnik, który ma za zadanie dostarczyć do wnętrza komórki instrukcję dotyczącą tego, jak wyprodukować określony antygen, czyli białko, wobec którego ma być wywołana odpowiedź odpornościowa. W przypadku szczepionek przeciwko Covid-19 jest to gen kodujący białko kolca SARS-CoV-2. Dr Rzymski: – Jako wektory w szczepionkach wykorzystuje się właśnie adenowirusy, ale wcześniej muszą być odpowiednio obrobione. Oznacza to, że pozbawia się je możliwości replikacji, tzn. namnażania w komórkach. Dalej tłumaczy, że po podaniu szczepionki, adenowirus trafia do komórek człowieka i wprowadza instrukcję genetyczną, dzięki której komórki produkują białko kolca, które następnie prezentowane jest na ich powierzchni. Dzięki temu zostaje ono rozpoznane przez komórki układu odpornościowego tworzące odpowiedź immunologiczną. – Taki adenowirus nie jest natomiast w stanie tworzyć swoich kopii, upowszechniać się w organizmie czy powodować choroby – tłumaczy dr Rzymski. Ekspert dodaje, że komórki, do których trafia adenowirus-wektor, będą ostatecznie usunięte z naszego organizmu przez cytotoksyczne limfocyty.  – Dlatego po podaniu szczepionki boli nas ramię w okolicach miejsca wkłucia. Po adenowirusie szczepionkowym i jego materiale genetycznym nie będzie śladu w naszym organizmie – wyjaśnia dr Rzymski. Jak mówi, wykorzystywany w szczepionce przeciwko Covid-19 adenowirus szympansi to bardzo dobre rozwiązanie. – A to dlatego, że w przypadku wykorzystania w szczepionce innych adenowirusów, np. ludzkich, istnieje ryzyko, że osoba mogła mieć styczność z ich naturalną wersją i wytworzyła przeciwciała, które mogłyby znosić skuteczność podawanego preparatu – tłumaczy ekspert i dodaje: – Z szympansami i ich adenowirusami spotykamy się natomiast rzadko, a w wielu regionach świata w ogóle. A zatem nie istnieje ryzyko istnienia odporności na tenże wektor. Wyjaśnia, że wektor służył jeszcze przed pandemią do opracowywania kandydatów na inne szczepionki. – Przekonanie, że po jego podaniu zmienimy się w komiksowego Tytusa, to po prostu śmieszny żart, ale z przerażeniem odkryłem, że niektórzy naprawdę w to wierzą. Bądźmy poważni, tak jak przystało na XXI wiek – komentuje dr Rzymski. Podsumowując, szczepionka Covid-19 firmy AstraZeneca zawiera adenowirus szympansi, który posiada gen kodujący białko S wirusa SARS-CoV-2. Adenowirus ten jest niezdolny do replikacji, co oznacza, że nie może wywołać choroby i nie jest w stanie wbudować się w genom człowieka. Decyzja o zastosowaniu adenowirusa pochodzenia szympansiego (wywołującego przeziębienie u tych naczelnych) była związana z potencjalnie już istniejącą odpowiedzią odpornościową przeciwko ludzkim adenowirusom (które są szeroko rozpowszechnione), a odpowiedź ta mogłaby niekorzystnie wpływać na skuteczność szczepionki. Szczepionka AstraZeneca zawiera „organizmy zmodyfikowane genetycznie (GMO) – Prawda Jak informują przedstawiciele firmy Astrazeneca, szczepionka przeciwko Covid-19 zawiera zmodyfikowanego genetycznie adenowirusa. – W celu jej wytworzenia dokonano dwóch zmian genetycznych: po pierwsze geny, które umożliwiają replikację adenowirusa zostały usunięte, a po drugie dodano gen kodujący białko S koronawirusa SARS-CoV-2 – napisali w emailu do AFP przedstawiciele AstraZeneki. W rezultacie powstał genetycznie zmodyfikowany organizm (GMO) z nową kombinacją materiału genetycznego. Zmiany wprowadzone do adenowirusa pozwalają szczepionce dostarczyć do ludzkich komórek kod genetyczny białka S wirusa w sposób niepowodujący zachorowania na Covid-19. Rzymski: – Dzięki tym modyfikacjom adenowirus szympansi nie jest zdolny do namnażania się w naszych komórkach. Dodatkowo nie wprowadzamy do organizmu potencjalnego patogenu, a nasze ludzkie komórki, głównie mięśniowe, mogą wyprodukować białko SARS-CoV-2 i pokazać go układowi odporności. Badacz wskazuje, że organizmy genetyczne są powszechnie stosowane w medycynie. – Gdyby nie one, wciąż musielibyśmy bazować na insulinie wieprzowej i wiele osób cierpiących na cukrzycę nie mogłoby otrzymać pomocy. A to właśnie dzięki zmodyfikowanym genetycznie bakteriom produkuje się ludzką insulinę, którą wcześniej można było otrzymywać, w znacznie ograniczonym zakresie, jedynie z ludzkich zwłok – mówi dr Rzymski. Szczepionka AstraZeneca zawiera „rakotwórczy polisorbat 80” – Fałsz Prawdą jest to, że jedną z substancji pomocniczych zawartych w szczepionce jest polisorbat 80, ale nie jest on rakotwórczy. Jak wyjaśniają przedstawiciele firmy AstraZeneca, polisorbat 80 to emulgator powszechnie używany w przemyśle kosmetycznym, farmaceutycznym czy spożywczym. Znajduje się m.in. w lodach, kroplach do oczu, szczepionkach przeciwko grypie i lekach, w tym przeciwnowotworowych. Listę przykładowych produktów zawierających ten składnik można znaleźć pod tym linkiem. Dr Piotr Rzymski wskazuje, że polisorbat 80 występuję pod nazwą E433 i znajdziemy go w wielu lodach, wyrobach cukierniczych, wypiekach, deserach, a nawet w gumie do żucia. „Nie znaleziono literatury fachowej potwierdzającej potencjalną karcynogenność polisorbatu 80” – czytamy w mailu od przedstawicieli firmy AstraZeneca. Jak wynika z ewaluacji przeprowadzonej przez Europejską Agencję Bezpieczeństwa Żywności (EFSA) w 2015 r., polisorbat 80 nie budzi niepokoju pod względem ostrej toksyczności, genotoksyczności i rakotwórczości. Pod tym względem parametr NOAEL, czyli poziom niewywołujący dających się zaobserwować szkodliwych skutków (ang. no-observed-adverse-effect level) dla polisorbatu 80 wynosi 2500 mg/kg masy ciała na dzień. Zrzut ekranu ze strony Europejskiej Agencji ds. Bezpieczeństwa Żywności – W pojedynczej dawce szczepionki AstraZeneca poziom polisorbatu 80 nie przekracza 100 mikrogramów. To oznacza, że dorosła osoba, ważąca 70 kg, przyjmuje dawkę poniżej 0,0014 mg/kg masy ciała, czyli półtora miliona razy niższą niż wynosi parametr NOAEL – tłumaczy Rzymski. Wniosek: prawdą jest, że szczepionka firmy AstraZeneca zawiera polisorbat 80, jednak dostępne powszechnie badania nie wykazały, że jest rakotwórczy. Również prawdziwe jest stwierdzenie, że w szczepionce znajdziemy organizmy modyfikowane genetycznie czy wektor adenowirusa szympansa – jak się dowiedzieliśmy technologia szczepionki przeciwko Covid-19 jest bardzo zaawansowana, a te składniki nie szkodzą w żaden sposób człowiekowi. Jeśli chodzi o genetycznie zmodyfikowaną nerkę ludzkiego płodu, to szczepionka AstraZeneca wykorzystuje linię komórkową HEK293, która w finalnym składzie ich nie zawiera. Fake news tygodnia dzięki uprzejmości Agence France-Presse.
Fake news

Nie, szwedzka sieć meblowa nie wprowadziła takiego wymagania

W sieci pojawiła się informacja, że IKEA szczepi swoich klientów przeciwko Covid-19 i że zakupy w jej sklepach będą możliwe tylko dla zaszczepionych. Informacja ta jest tylko częściowo prawdziwa. Szwedzka sieć meblowa zaangażowała się w akcję szczepień, ale tylko w Izraelu. Nieprawdziwe jest natomiast twierdzenie, że warunkiem wejścia do jej sklepów jest szczepienie. Ani w Izraelu, ani w żadnym innym państwie. Informacja pojawiła się 22 lutego na fanpage’u portalu Popularne.pl. Post odsyła do dłuższego artykułu na tent temat.  Zrzut ekranu z Facebooka z 1 marca 2021 r. „IKEA szczepi swoich klientów. Niezaszczepieni nie wejdą na teren sklepu. Sklep oferuje przymusowe szczepienia” – czytamy pod zdjęciem.  I dalej: „Osoby, które chcą zrobić zakupy mają obowiązek przyjęcia eksperymentalnej szczepionki przeciwko koronawirusowi. Czy Polaków również czeka dyskryminacja ze względu na szczepienie?” – pyta portal. Publikacja miała 168 udostępnień, ponad cztery tysiące reakcji. Pojawiła się też na Twitterze i na Instagramie.  Na Facebooku, udostępniło ją wiele grup antyszczepionkowych (1, 2, 3). Sprawdziliśmy. Część informacji artykułu jest nieprawdziwych, część prawdziwych, ale wyrwanych z kontekstu. Obowiązkowe szczepienia przeciwko COVID-19 zostały już wprowadzone w Izraelu – FAŁSZ Minister zdrowia Izraela, Yuli Edelstein, 18 lutego stwierdził na konferencji prasowej: „Nie ma i nie będzie obowiązku szczepień w państwie Izrael. Ten kto się nie zaszczepi, ma do tego takie prawo. Nie będzie też sankcji wobec osoby, która się nie zaszczepi. Musimy zrozumieć, że to wielki przywilej, że wszyscy jesteśmy szczepieni” – czytamy na stronie izraelskiego rządu. Minister określił też informacje o rzekomo obowiązkowych szczepieniach  jako fake newsy. Jego wypowiedź szeroko przytoczyły izraelskie media m.in. anglojęzyczna wersja i24News.  Izrael szczepi masowo i to najszybciej na świecie. Co najmniej jedną dawkę szczepionki na Covid-19 podano 50 proc. liczącej 9,3 mln populacji, zaś 35 proc. ludności otrzymało dwie dawki szczepionki firmy Pfizer – poinformował 26 lutego minister Edelstein, o czym donosiły izraelskie i światowe media. Szczepienia nie są obowiązkowe, jednak ci którzy wybierają się na siłownię i do niektórych placówek kulturalnych mają, od 21 lutego, obowiązek wykazania się szczepieniem. Z opublikowanych na stronie gazety Financial Times danych o postępach w szczepieniach na świecie Izrael był, na 1 marca, na drugim miejscu po Gibraltarze pod względem ilości podanych dawek na 100 mieszkańców.
Zrzut ekranu ze strony Financial Times z 1 marca 2021 r. Szczepionki są podawane osobom planującym zrobić zakupy w IKEI – PRAWDA „Obowiązkowe szczepienia przeciwko COVID-19 zostały już wprowadzone w Izraelu. Aby zwiększyć efektywność procesu, szczepionki są podawane nawet osobom planującym zrobić zakupy w IKEI. Akcja trwa do 23 lutego 2021 w sklepach w Tel Awiwie, Esztaolu, Beer Szewie, Riszon le-Cijjon i Hajfie” – czytamy w artykule na portalu Popularne.pl. Zapytaliśmy generalne biuro prasowe sieci IKEA oraz jej rzecznika w Izraelu. „IKEA Izrael i ministerstwo zdrowia zawarły porozumienie w sprawie utworzenia punktów szczepień w 5 sklepach IKEA w kraju (IKEA Rishon Lezion, IKEA Netanya, IKEA Beer Sheva, IKEA Kiryat Ata i IKEA Eshtao), które działały od niedzieli 21 do wtorku 23 lutego. Współpraca miała na celu ułatwienie dostępu do szczepionki, tak aby jak najwięcej osób mogło się zaszczepić łatwo, szybko i bez konieczności umawiania się na wizytę. IKEA udostępniła miejsce obok wejścia do każdego sklepu, gdzie Ministerstwo Zdrowia umieściło punkty szczepień. Firma zapewniła także stoły i krzesła do każdego punktu – przekazało agencji AFP w mailu 26 lutego  biuro prasowe sieci. Poniżej komunikat w tej sprawie przesłany mailem AFP 1 marca  przez Anat Livneh, rzeczniczkę sieci w Izraelu.
Zrzut ekranu z komunikatu. 1 marca 2021 r. (Fot/AFP) Trzydniową akcję przeprowadzono przy udziale Magen David Adom (MDA, odpowiednik Czerwononego Krzyża) – czytamy w nim. Na stronie MDA znaleźć można relację ze szczepień.
Zrzut ekranu z Facebooka z 1 marca 2021 r. (Fot.AFP) Tylko osoby zaszczepione będą miały możliwość wejść na teren sklepu – FAŁSZ  „Tylko osoby zaszczepione będą miały możliwość wejść na teren sklepu” – czytamy w artykule. Zapytaliśmy izraelskie ministerstwo zdrowia, czy obowiązuje przepis wymagający od klientów sklepów, takich sieci jak IKEA, posiadanie zaświadczenia szczepienia na Covid-19. „Ministerstwo zdrowia nie uznaje czegoś takiego. Nie zezwalamy również na otwarcie handlu i podstawowych usług tylko dla zaszczepionych. Zielona przepustka jest obecnie stosowana tylko w ograniczonych sektorach kultury i rekreacji” – przekazało mailem 1 marca agencji AFP biuro rzecznika ministerstwa. Zielona przepustka to rodzaj covidowego paszportu, którego wprowadzenie Izrael ogłosił 18 lutego luzując dotychczasowe obostrzenia. Specjalna aplikacja, działająca od niedzieli 21 lutego, daje pewne przywileje zaszczepionym, ale, jak tłumaczył minister zdrowia, ma to na celu jedynie zmobilizowanie niezaszczepionych. Wniosek: Już tytuł publikacji, że Ikea będzie szczepić klientów jest mylący. Nie precyzuje, że chodzi tylko i wyłącznie o Izrael. Polski użytkownik sieci, który nie przeczyta całego artykułu, może zostać wprowadzony w błąd. Nieprawdą jest też twierdzenie, że zakupy w sieci IKEA w Izraelu będą tylko dla zaszczepionych oraz, że szczepienia w tym kraju są obowiązkowe. Sprostowanie redakcji Popularne.pl Po publikacji artykułu AFP Sprawdzam redakcja Popularne.pl wycofała tekst zawierający fałszywe informacje na temat obowiązkowych szczepień w Izraelu. Nowy tytuł artykułu – „Izrael: IKEA na 3 dni otworzyła punkty szczepień dla chętnych klientów”, jak również cała jego treść, nie wprowadzają już czytelników w błąd. Nie ma w nim mowy o tym, że warunkiem wejścia do sklepów sieci IKEA jest szczepienie na Covid-19. To pozwoliło na zmianę ratingu publikacji. Fake news tygodnia dzięki uprzejmości Agence France-Presse.
Fake news

Nie, twierdzenie o masowych odmowach szczepień przez pielęgniarki w Holandii jest nieprawdziwe

Tysiące użytkowników na świecie udostępniło na Facebooku rzekomą informację, że w Holandii 87 tysięcy pielęgniarek odmówiło szczepień na Covid-19. To nieprawda. Największa organizacja pielęgniarek w Holandii zdementowała agencji AFP te doniesienia. Taką liczbę podała holenderska lekarka Elke de Klerk. Jak przyznała, oparła się na informacjach z Facebooka. „W Holandii blisko 87 tysięcy pielęgniarek odmówiło udziału w eksperymencie szczepionkowym. Powiedziały, że nie są świnkami morskimi (królikami doświadczalnymi – przyp. red). Odmowa nastąpiła po ostatnich informacjach o możliwych negatywnych skutkach ubocznych preparatu Pfizer Biontech” – czytamy w poście opublikowanym na Facebooku 19 stycznia. Zrzut ekranu z Facebooka z 16 lutego 2021 r. Do postów dołączone były różne zdjęcia pielęgniarek. Na niektórych widać też kobietę – dr Elke de Klerk, o której pisaliśmy kilka dni temu w naszym artykułe o rzekomym pozwie lekarzy holenderskich wobec rządu za „nieistniejącą pandemię”. Antycovidowe i antymaseczkowe twierdzenia lekarki są bardzo popularne wśród negacjonistycznych wobec pandemii grup w sieci. Zrzuty ekranu z Facebooka z 16 lutego 2021 r. Podobne treści ukazały się na Facebooku po francusku (1, 2), angielsku(1, 2) i hiszpańsku a także na Twitterze (1, 2). W Polsce artykuł na ten temat opublikowała 30 grudnia skrajnie prawicowa Gazeta Warszawska, w Indiach branżowe pismo pielęgniarek Nursing News. „Szczepionka spotkała się z różnym odbiorem w różnych krajach (…). Ludzie tracą zaufanie do szczepionki, ponieważ około 87000 pielęgniarek odmówiło przyjęcia zastrzyku” – czytamy. Wcześniej 17 grudnia 2020 r., anglojęzyczny portal International Business Times, docierający do 80 milionów czytelników na świecie, w tym 15 milionów w Indiach przytoczył taką samą liczbę. Portal jako źródło podał dr. Elke de Klerk z Holandii. Obszerny tekst pojawił się też na łamach holenderskiego portalu Front Nieuws, który publikuje różne teorie spiskowe. O rzekomym sprzeciwie pielęgniarek pisał na antypodach 22 grudnia prawicowy portal informacyjny Australian National Review. „Holenderskie pielęgniarki” z Tajlandii Wyszukaliśmy dołączone do artykułów grupowe zdjęcie smutnych pielęgniarek. Zrobił je Chaiwat Subprasom, fotograf agencji Reuters 14 październiku 2016 r. w Bangkoku. W rzeczywistości przedstawia tajlandzkie pielęgniarki modlące się przy drodze przejazdu trumny ze zmarłym królem Tajlandii Bhumibola Adulyadeja. Poniżej zrzut ekranu z artykułu we francuskim piśmie Paris Match. Zrzut ekranu ze strony ParisMatch z 16 lutego 2021 r. Skąd liczba 87 tys pielęgniarek? Liczbę przytoczyła holenderska lekarka dr. Elke de Klerk na spotkaniu grupy lekarzy negujących pandemię w Berlinie 10 października 2020 r. Grupa ta nazwała się World Doctors Alliance. Jako jeden z pierwszych, na temat spotkania napisał holenderski portal dla lekarzy Medisch contact. Nagranie z jej wypowiedzią weszło do sieci. Było bardzo popularne także w polskim internecie. Tylko na Facebooku zyskało blisko 9 tys. udostępnień. YouTube usunął je ze swojej sieci. Dr Klerk mówi w nim: „Nazywam się Elke de Klerk, jestem z Holandii. Chcę stwierdzić, że nie mamy pandemii ani epidemii. (…) Covid-19 nie powinien dłużej znajdować się na liście A, ponieważ już wiemy, że jest to pospolity wirus grypy a grypa nie jest na tej liście. Przygotowujemy pozew przeciwko państwu w tej sprawie wraz dużą grupą lekarzy a także wielką grupą pielęgniarek. Jesteśmy w kontakcie z 87 tysiącami pielęgniarek, które nie chcą szczepionki, która jest dla nich przygotowywana. Nie chcą być świnkami morskimi, królikami doświadczalnymi, tak jak mówimy po holendersku” – mówi. Portale fact checkingowe takie jak amerykański Poynter, brytyjski Logically i polskie Demagog i Konkret24 zweryfikowały twierdzenie o sprzeciwie pielęgniarek wobec szczepień przeciwko Covid-19. AFP Fact check zweryfikował także inne fałszywe tezy wypowiedziane przez dr de Klerk i innych uczestników spotkania w Berlinie 10 października. Mówili oni m.in o tym, że pandemia koronawirusa to nic innego jak grypa sezonowa, że maski nie chronią przed zakażeniem, i że szczepionki tylko bardziej rozsiewają wirusa. Problem w tym, że nikt o takiej liczbie w Holandii nie słyszał. Zapytaliśmy o nią największą organizację zrzeszającą  pielęgniarki w Holandii Verpleegkundigen & Verzorgenden Nederland V&VN. To nieprawda. – Głos, który zdecydowanie dziś dominuje wśród pielęgniarek i pielęgniarzy to: „kiedy wreszcie dostanę szczepionkę? Czy zdążą mnie zaszczepić przed nadejściem III fali i wariantu brytyjskiego Covid-19”. – powiedział rzecznik V&VN Joost Dekker w rozmowie telefonicznej z AFP 12 lutego. – Nie mamy informacji mówiących, że pielęgniarki w Holandii odmawiają szczepień – przekazał 12 lutego mailem przesłanym do agencji rzecznik prasowy rządowego zespołu zarządzania kryzysowego na czas pandemii Covid-19, Robin Middel. Dr de Klerk i jej źródła Odszukaliśmy dr de Klerk. Lekarka figuruje w rejestrze lekarzy. Z bazy lekarzy Doctena dowiedzieliśmy, że pracuje w Belgii, w Wommelgem, na przedmieściach Antwerpii. Dzwoniąc do tej przychodni lekarskiej dowiedzieliśmy się, że od marca 2020 r. w niej już nie pracuje. Na swoim profilu na Facebooku lekarka opublikowała swój adres mailowy. Na nasze maile nie odpowiedziała jednak, więc znaleźliśmy telefon i zadzwoniliśmy. Obecnie nie praktykuje. Formalne nie została zwolniona, jak nam powiedziała, ale od kilku miesięcy nie otrzymuje już zleceń na zastępstwa które jej powierzano. Zapytaliśmy ją, jak udało jej się dotrzeć aż do 87 tys. pielęgniarek w Holandii, czyli blisko do połowy spośród 187 tys. pielęgniarzy i pielęgniarek pracujących w tym kraju (nie licząc personelu pielęgnacyjnego domów opieki dla starszych osób). – Nie, z żadną organizacją pielęgniarek formalnie nie jestem w kontakcie wyraziła – przyznała dr de Klerk agencji AFP w rozmowie telefonicznej 12 lutego. – Wiem to z grup na Facebooku – dodała. Kilkanaście tysięcy postów na świecie, liczne artykuły, zatem oparte zostały na jednej, starej – bo sprzed blisko pół roku, i to niesprawdzonej wypowiedzi holenderskiej lekarki? W tym czasie rzeczywiście na stronie V&VN opublikowane zostało badanie wykazujące pewien sceptycyzm wobec szczepionek wśród wśród części pielęgniarek. Badanie sondażowe zostało przeprowadzone 10-20 września 2020 r. w grupie 12 tys.respondentów.) Na pytanie: „Jeśli szczepionka zostanie pomyślnie przetestowana i okaże się skuteczna, czy planujesz ją przyjąć?”, 37% odpowiedziało twierdząco, kolejne 37% odpowiedziało, że nie wie, a 26% przecząco. Zrzut ekranu z 14 lutego 2020 r. z badania sondażowego na temat szczepionek w Holandii Z badania wynika istotnie, że ¼ respondentów była przeciwna szczepionce. – Rzeczywiście tamto badanie odzwierciedla pewien sceptycyzm wobec szczepień, jaki pół roku temu panował w naszej grupie zawodowej – powiedział Dekkers, rzecznik V&VN. Jednak obecnie, sytuacja jest diametralnie inna. Chociaż nie mamy dokładnych danych, jaka część pielęgniarek jest już zaszczepiona, ale z pewnością twierdzenie, że 87.000 jest przeciwnych szczepieniom nie ma obecnie żadnych podstaw – powiedział. W całkowitej liczbie szczepień, które rozpoczęły się 6 stycznia – w tej chwili podano 800.905 dawek. Pielęgniarki stanowią, obok lekarzy i starszych osób z domów opieki, jedną z większych obecnie szczepionych grup. Wiadomo też, że różne wypowiedzi na temat szczepionek bada Inspektorat ds. Opieki Zdrowotnej i Młodzieży (IGJ) Holandii. Tweet tej organizacji na ten temat nikogo nie wymienia z nazwiska, ale sygnalizuje gotowość do „podjęcia działań w razie potrzeby”: Napisała o tym regionalna holenderska gazeta BN deStem. Według niej, chodzi o wypowiedź dr de Klerk podczas manifestacji antyszczepionkowej w Eindhoven w grudniu, gdzie lekarka twierdziła, że osoby zaszczepione staną się „własnością Microsoftu” i że „szczepionki przemycane są potajemnie podczas wykonywania testów w kierunku COVID-19”. Wniosek: stwierdzenie, że 87 tysięcy holenderskich pielęgniarek odmówiło szczepień na Covid-19 jest nieprawdziwe. Niezweryfikowane dane zaczerpnięte zostały z wypowiedzi holenderskiej lekarki o antyszczepionkowych poglądach. Nie ma dla podanej liczby potwierdzenia w oficjalnych danych w Holandii. Fakty wskazują na odwrotny trend. Fake news tygodnia dzięki uprzejmości Agence France-Presse.
Fake news

Nie, to tylko porównanie. Nie ma mowy o żadnym programowaniu człowieka

Ponad milion użytkowników wyświetliło informację na Facebooku, według której szczepionki mRNA to system operacyjny zaprojektowany do „programowania ludzi”. Producent szczepionki przeciwko Covid-19, farmaceutyczna firma Moderna rzeczywiście użyła takiego sformułowania. Eksperci jednak twierdzą że to jest tylko figura stylistyczna używana przez naukowców dla zobrazowania innowacyjnej technologii. Szczepionka mRNA nie daje możliwości żadnego „programowania człowieka”. W Polsce, do szczepień przeciwko Covid-19 używane są trzy preparaty wyprodukowane przez firmy BioNTech/Pfizer, Moderna i AstraZeneca. Dwa pierwsze oparte są na technologii mRNA, w której wykorzystuje się sekwencję kwasu RNA. Skrót RNA może kojarzyć się niektórym z DNA, stąd wokół nowej technologii pojawiło się wiele dezinformacji, m.in. o tym, że szczepionka zmienia genotyp człowieka. Przypomnijmy ważną zasadę genetyki. Informacja genetyczna znajduje się w jądrze komórkowym w postaci DNA. Zaś mRNA, to przepis dla danego białka, który transportowany jest z jądra komórkowego na zewnątrz, do cytoplazmy, a nie odwrotnie. W dalszej części artykułu tłumaczymy dokładniej, na czym polega technologia mRNA i proces przepisania informacji genetycznej z jądra komórkowego na sekwencję mRNA. Sztuczna ręka z ampułką W sieci krąży informacja: Moderna przyznaje: szczepionki mRNA to „system operacyjny” zaprojektowany do programowania ludzi – czytamy w artykule opublikowanym 21 stycznia na profilu Odkrywamy Zakryte. W postach (1, 2, 3, 4) promujących artykuł na Facebooku mowa jest o eksperymentalnych szczepionkach. „Są to platformy mRNA, które stanowią system operacyjny zaprojektowany do programowania ludzi i przekształcania ich komórek w wydajne systemy dostarczania leków”.  „To są otwarte drzwi do transhumanizmu i co gorsze – miliony ludzi to kupują…Jej celem jest genetyczna modyfikacja ludzi oraz kontrola procesów biologicznych dla przyszłych pokoleń…Ten system nie jest ani lekarstwem, ani szczepieniami ” – czytamy też. Na dołączonej grafice widać sztuczną dłoń trzymającą ampułkę z preparatem, którą opisano jako szczepionkę przeciwko Covid-19.
Artykuł udostępniło blisko sto stron. Grafika pojawiła się też naWykopie. Zrzut ekranu z Facebooka z 7 lutego 2021 r. W niektórych postach obok sztucznej ręki trzymającej szczepionkę pojawia się martwy szczur. Zrzut ekranu z Facebooka z 9 lutego 2021 r. Artykuł sugeruje, że ukryta prawda dopiero teraz wychodzi na jaw. „Prawdziwe intencje stojące za platformą mRNA” to właśnie programowanie ludzi w bliżej nieokreślonych celach. Wniosek: lepiej nie poddawać się szczepieniom. Czy Moderna do czegoś się przyznała? Od miesięcy określenie „system operacyjny” pojawia się w kontekście szczepionki mRNA Moderny. Nigdy nie było ono tajemnicą, więc nie bardzo wiadomo do czego firma miałaby się przyznawać. Znajdziemy je na oficjalnej stronie Moderny na Facebooku w informacjach o stronie, a dokładniej w dodatkowych informacjach. Fragment zaznaczyliśmy czerwoną ramką. Zrzut ekranu z Facebooka z 8 lutego 2021 r. At Moderna, we believe messenger RNA, or mRNA, is the “software of life” – czytamy. („W firmie Moderna wierzymy, że messenger RNA, czyli mRNA, to oprogramowanie życia”.) To samo określenie pojawiało się tysiące razy w różnych artykułach m.in. w depeszy Reutera z 7 lipca 2020 r. Poniżej zrzut ekranu. Zrzut ekranu ze strony Reuters.com z 8 lutego 2021 r. Wcześniej, 3 kwietnia 2020 r. można w artykule portalu amerykańskiej uczelni MIT Sloan School of Management przeczytać, że prezes firmy Moderna, Stéphane Bancel, używa go do wytłumaczenia mechanizmu działania szczepionki. Bancel mówił obrazowo. „Nazywamy mRNA oprogramowaniem życia – powiedział. Działa podobnie jak funkcja skopiuj i wklej informację do wielu różnych preparatów przy użyciu tej samej technologii. Oznacza to, że sposób, w jaki tworzymy mRNA dla jednej szczepionki, jest dokładnie taki sam, jak sposób, w jaki tworzymy mRNA dla innej szczepionki, dodał. Po prostu przeniesie on inną sekwencję genetyczną w zależności od choroby” – czytamy w artykule. Porównanie to najwcześniej pojawiło się 4 marca 2020 r. podczas prezentacji dla inwestorów, kiedy Bancel, tłumacząc prace nad technologią, nazwał ją obrazowo: „We call mRNA the software of life” (Nazywamy mRNA oprogramowaniem życia). Ten slajd pochodzi z prezentacji dla inwestorów. Zrzut ekranu ze strony Moderny z 8 lutego 2021 r. Różne porównania – Działanie takich preparatów można więc porównać do programu, który tymczasowo instalowany jest na komputerze – mówi agencji AFP dr hab. Piotr Rzymski z Zakładu Medycyny Środowiskowej Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu. – Czyli w tym przypadku w komórce. Program ten uruchamia się trafiając na rybosomy w cytoplazmie, gdzie służy jako instrukcja do produkcji białka S koronawirusa. Ale po wykonaniu zadania ów program zostanie odinstalowany – odpowiadają za to enzymy zwane rybonukleazami, które rozkładają mRNA. Tak dzieje się w przypadku mRNA, które podane jest komórce w szczepionce, jak również w przypadku każdego mRNA, które komórka produkuje samodzielnie, by umożliwić produkcję ogromu potrzebnych jej białek – tłumaczy. Dr hab. n. med. Ewa Augustynowicz z NIZP-PZ porównuje zaś technologię mRNA do fabryki. „Przy podaniu szczepionki organizm staje się fabryką do produkcji białka S koronawirusa, które dopiero pobudzi działanie naszego układu odporności” – powiedziała  PAP. – Zapis zasad azotowych w DNA jest przepisywany w odpowiedni i znany od dawna sposób na informacyjny RNA (mRNA) w procesie transkrypcji, a następnie zapis mRNA jest zgodnie z działaniem kodu genetycznego odczytywany i tłumaczony na kolejność aminokwasów powstającego w komórce białka – tłumaczy dr. Rzymski. Szczepionka przeciwko koronawirusowi służy do zaprogramowania człowieka – FAŁSZ Według autorów artykułu, „celem szczepionki jest genetyczna modyfikacja ludzi oraz kontrola procesów biologicznych dla przyszłych pokoleń”. – O ile porównanie szczepionki mRNA do programu komputerowego jest trafne i pozwala wielu ludziom zrozumieć, na czym polega działanie takiego preparatu, to twierdzenie, że jest to narzędzie do programowania ludzi jest autentycznie piramidalną bzdurą – mówi Rzymski. – Platforma mRNA ma zastosowanie tylko i wyłącznie w dostarczaniu instrukcji komórce, w jaki sposób ma wyprodukować określone białko. Przy jej zastosowaniu nie da się przejmować kontroli nad złożonymi procesami komórkowymi, nie wspominając już nawet o wpływaniu na zachowanie człowieka, które jest wypadkową bardzo wielu kompleksowych zjawisk związanych z działaniem genów i środowiska – dodaje. Pisaliśmy o tym wiele razy. Przypomnijmy: mRNA ze szczepionki nie wbudowuje się w genom komórki, nie pozostawia żadnego trwałego śladu – jego zadaniem jest tylko umożliwienie produkcji określonego białka, w tym wypadku białka „kolca” koronawirusa. Po wykonaniu zleconej mu pracy zostaje zniszczone. Kim są autorzy informacji? Tekst nie jest podpisany a to już powinno wzbudzać wątpliwości. Z informacji dostępnych w sieci dowiedzieliśmy się, że administratorzy profilu Odkrywamy Zakryte, który obserwuje 27 tys. użytkowników prowadzą też dwie inne strony: Odpromienniki.com oraz Tajemnice-swiata.pl. Pierwsza prowadzi sprzedaż różnych produktów, które mają „pomagać w odzyskaniu pozytywnej równowagi energetycznej ludzkiego ciała”, m.in. prześcieradła uziemiające, przetwarzające negatywną energię orgonity, różne gadżety ekranujące czy mierniki promieniowania przeznaczone do surowych owoców i warzyw, ryb i mięsa, czy też mierzące poziom promieniowania 5G i elektromagnetycznego.  Fanpage drugiej strony na Facebooku obecnie nie działa. Zrzut ekranu z Facebooka z 10 lutego 2021 r. Wniosek: Szczepionki mRNA nie są system operacyjnym do programowania ludzi. Producent szczepionki przeciwko Covid-19, farmaceutyczna firma Moderna użyła sformułowania jako figury stylistycznej dla zobrazowania innowacyjnej technologii. Nie daje ona możliwości żadnego programowania człowieka. Fake news tygodnia dzięki uprzejmości Agence France-Presse.
Fake news

Nie, Pfizer nadal prowadzi badania nad szczepionką przeciwko Covid-19. Maseczki nie powodują raka płuc

Ponad milion osób wyświetliło nagranie z Jerzym Ziębą, popularnym w sieci przedsiębiorcą przedstawiającym się jako znawca tematów medycznych, w którym stwierdził że „Pfizer zakończył badania nad szczepionką przeciwko Covid-19”. Stwierdził też, że „noszenie maseczek powoduje raka płuc”. Według niego, firma Merck wycofała się z prac nad szczepionką, gdyż doszła do wniosku, że „przechorowanie Covid-19 jest bezpieczniejsze niż podanie szczepionki”. Wszystkie te twierdzenia są fałszywe. Wywiad z Ziębą został opublikowany na Facebooku 2 lutego. Nagranie zyskało ponad 1,1 tys. komentarzy i 3,5 tys. udostępnień. „Sensacyjne oświadczenie firmy Pfizer. Koniec badań nad szczepionką na Cov? – Jerzy Zięba” – czytamy w poście. Zrzut ekranu z Facebooka z 3 lutego sierpnia 2021 r. Zięba to popularyzator kontrowersyjnych teorii z dziedziny  medycyny alternatywnej. Pisaliśmy o nim na naszej stronie pod koniec stycznia.W swoich publikacjach w mediach społecznościowych zalecał osobom zakażonym Covid-19 m.in. podawanie witaminy C. We wspólnym oświadczeniu Główny Inspektor Sanitarny i Prezes Naczelnej Rady Lekarskiej napisali, że informacje przez niego publikowane nie są „poparte badaniami naukowymi i nie są uznaną wiedzą medyczną”.
Zięba, autor bestsellera „Ukryte terapie”, stworzył markę handlową Visanto. Sprzedaje w internecie liczne suplementy diety i preparaty mające wzmocnić układ odpornościowy. Przedstawia się jako doświadczony naturoterapeuta, posiadający dyplomy hipnoterapii uzyskane w Australii i w USA. Jego publikacje zawierające rady dotyczące różnego rodzaju terapii wywołały krytykę środowisk lekarskich i naukowych.
O sobie mówi, że jest „niezależnym dziennikarzem, publicystą, autorem książek, naukowcem”, nie precyzując jednak dziedziny naukowej. Potwierdziliśmy, że ukończył studia na Wydziale Maszyn Górniczych i Hutniczych Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie. „Obronił się 11 listopada 1981 r. a dyplom odebrał 29.10.1982 r.” przekazało nam biuro prasowe uczelni w mailu z 5 lutego. Musiał, jak donosi Radio ZET, publicznie przeprosić lekarza Dawida Ciemięgę za rozpowszechnianie nieprawdziwych informacji. Jak pisze polski portal internetowy „Dziennik.pl”, w styczniu YouTube zamknął jego kanał, na którym Zięba proponował stosowanie zastrzyków z płynu czyszczącego jako środka na koronawirusa. Ponownie przyjrzeliśmy się twierdzeniom wygłaszanym przez niego w wywiadzie dla Niezależnej telewizji NTV, internetowego kanału „poświęconemu zdrowiu i dobremu samopoczuciu”.  Pfizer zakończył badania nad szczepionką przeciwko Covid-19 –Fałsz W trzeciej minucie nagrania, Zięba mówi, że „w tej chwili Pfizer mówi światu, że nie będzie badań klinicznych, żadnych, bo zaszczepimy osoby, które dostały placebo. (…) Pfizer zrezygnował z tego (monitorowania zdrowia przez 2 lata – przyp.red.) bo poda im szczepionki. Wynika to najprawdopodobniej z tego, że Pfizer zorientował się, że już w tej chwili doniesienia z całego świata są tragiczne jeśli chodzi o stosowanie tego preparatu, więc wyszczepi tych co dostali placebo, nie będzie już grupy placebo, to z kolei likwiduje te badania, wrzuca je do śmietnika. Nie będą mieli z kim ich porównać”. Poprosiliśmy Ziębę o więcej szczegółów na temat jego twierdzeń, ale do czasu publikacji artykułu nie otrzymaliśmy odpowiedzi. Według naszych ustaleń komentarz może odnosić się do informacji opublikowanej na stronie Pfizera: Zrzut ekranu ze strony firmy Pfizer z 4 lutego 2021 r. „Uczestnicy w wieku 16 lat i starsi, którzy początkowo otrzymali placebo, mają możliwość otrzymania badanej szczepionki i pozostania w badaniu w ramach opcji przejścia na szczepionkę (Vaccine Transition Option). Dawki szczepionki dla osób otrzymujących placebo zostały zabezpieczone, a naszym celem jest, aby wszyscy uczestnicy w wieku 16 lat i starsi, którzy otrzymali placebo, mieli możliwość otrzymania pierwszej dawki badanej szczepionki w ramach badania do 1 marca 2021 roku, jeśli się na to zdecydują” – czytamy na stronie Pfizera. Poprosiliśmy przedstawicieli amerykańskiego koncernu farmaceutycznego Pfizer o komentarz do wypowiedzi Zięby. – Nie, to nie jest prawdą; w ramach trwającego badania w odniesieniu do BNT162b2 (nazwa kodowa szczepionki Pfizera Comirnaty – przyp. red. ) badamy wiele aspektów m.in. – jak długo utrzymuje się odporność po szczepieniu, czy występuje bezobjawowa transmisja wirusa, badamy pod kątem pediatrycznym, ciąży, mutacji czy nowych wariantów wirusa – przekazała agencji AFP 4 lutego Dervila Keane, rzeczniczka Pfizera na Europę.
– Osoby, które podczas badań klinicznych otrzymały placebo nie wiedzą, że to co zastosowano nie jest prawdziwym leczeniem. Otrzymują opcję zaszczepienia i przejścia do badanej grupy osób szczepionych – dodała. Zasady „Vaccine Transition Option” (opcji przejścia do grupy szczepionych) szczegółowo opisane są pod tym linkiem. O możliwości zaszczepienia wolontariuszy pisały też media, m.in. agencja Reutera. Standardowa procedura – Grupa placebo (substancja tylko udająca preparat leczniczy jak sól fizjologiczna – przyp. red.) jest wymagana we wszystkich badaniach klinicznych nowych produktów leczniczych, w tym również szczepionek, ale przydatna jest tylko w początkowej fazie. Pozwala na uzyskanie obiektywnych, niebudzących wątpliwości wyników w zakresie bezpieczeństwa i skuteczności nowego produktu – tłumaczy nam dr hab. Aleksandra Zasada, kierownik Zakładu Badania Surowic i Szczepionek w Narodowym Instytucie Zdrowia Publicznego – PZH. – Dla zachowania obiektywności i wiarygodności wyników zarówno ochotnicy uczestniczący w badaniu, jak też lekarze podający badany preparat, nie wiedzą czy otrzymują/podają nową szczepionkę czy placebo. To pozwala określić m.in. o ile częściej u osób w grupie szczepionej wystąpiły niepożądane objawy w porównaniu do grupy placebo. Tym samym pozwala to zidentyfikować możliwe reakcje niepożądane po podaniu szczepionki. Wiadomo o ile częściej wystąpiło zachorowanie na chorobę w obu grupach, a także jak ciężki był przebieg choroby – tłumaczy. III faza badań klinicznych BNT162b, która rozpoczęła się 27 lipca, objęła ponad 43 tys. ochotników. Części ochotników podano szczepionkę, a części placebo – czyli sól fizjologiczną. – Badania wykazały skuteczność nowej szczepionki. Znacznie częściej występowały zachorowania w grupie placebo niż w grupie osób zaszczepionych. Pozwoliły również zidentyfikować możliwe niepożądane reakcje poszczepienne oraz częstość ich występowania – podkreśla dr. Zasada. – Badania nowej szczepionki nadal trwają, ale do ich kontynuowania nie są już potrzebne osoby z grupy placebo, bowiem inny jest charakter badań – dodaje. Dalsze narażanie ochotników z grupy placebo na zachorowanie, a nawet na ryzyko zgonu, „byłoby nieetyczne”. Z naszych informacji wynika, że Pfizer obecnie szczepi osoby, które znalazły się w grupie placebo i wyraziły taką wolę. Jest to zgodne z wytycznymi określonymi przez Amerykańskie Centrum Kontroli i Zapobiegania Chorobom (CDC), które rekomenduje podanie szczepionki personelowi medycznemu oraz osobom starszym. Noszenie maseczek powoduje raka płuc  – Fałsz W szóstej minucie nagrania, powołując się na publikację naukową z amerykańskiego pisma „Cancer Discovery”, Zięba opowiada o szkodliwości noszenia maseczek, które mają powodować raka płuc.
Przytacza rzekome wyniki badań: „długoterminowe noszenie maseczek powoduje powstanie takich mikrobów, które infiltrują, przechodzą do płuc i one sprzyjają powstaniu zaawansowanego raka płuc. (…) Napisali (autorzy badań – przyp. red.), że nasz wydech jest zaprojektowany do tego, by patogeny wyrzucać, a nie je z powrotem wprowadzać do naszych płuc, bo to się kończy, jak mówią, tym że noszenie maseczek przygotowuje płuca do rozwoju nowotworu płuca”. Zapytaliśmy Ziębę w mailu, na jakie dokładnie badanie się powołuje. Czekamy na odpowiedź.
W międzyczasie sprawdziliśmy na stronie „Cancer Discovery” o jakie badanie może chodzić. Jednym z ostatnich badań znalezionych przez nas na tej stronie jest publikacja z lutego br. o tytule „Lower Airway Dysbiosis Affects Lung” (Dysbakterioza dolnych dróg oddechowych wpływa na rozwój raka płuca). Z badaniem można zapoznać się pod tym linkiem. W badaniu nie ma słowa o maskach, ani o tym, że ich noszenie powoduje raka płuc. Julia Plonowski Gunther, rzeczniczka stowarzyszenia American Association for Cancer Research, które wydaje pismo „Cancer Discovery”, przekazała agencji AFP 3 lutego, że „łączenie wyników badań ze szkodliwością maseczek jest całkowicie bezzasadne”. Skontaktowaliśmy się też z autorami badania. Dr Leopoldo Segal przekazał nam w mailu 3 lutego: – Nasze ostatnie badanie nie dotyczy noszenia maseczek. Nie ma racjonalnego, naukowego uzasadnienia, ani dowodów na poparcie fałszywej tezy, że noszenie maseczki powoduje, że większa ilość bakterii z gardła dociera do płuc. Głównym źródłem tych bakterii w płucach jest sama jama ustna i gardło, a mechanizm, który to powoduje, polega na wdychaniu wydzielin z jamy ustnej. Ilość i skład flory bakteryjnej jamy ustnej zależy od higieny jamy ustnej, złego stanu uzębienia i diety. Takie bakterie jamy ustnej jak Prevotella melaninogenica, Veillonella parvula i Streptococcus mitis (główne zidentyfikowane w naszym badaniu), występują w jamie ustnej prawie u wszystkich osób, niezależnie od opisanych powyżej warunków. W płucach bakterie te nie zawsze są obecne, ale gdy do nich trafiają, stwierdza się, że są one przyczyną powstawania przewlekłego stanu zapalnego zarówno u osób zdrowych, jak i u osób chorych. Podsumowując, większa ilości tych bakterii w płucach jest wynikiem wdychania naszych własnych wydzielin z jamy ustnej oraz/lub zmniejszoną zdolnością do ich oczyszczania –  napisał dr Segal, jeden z autorów badania. Firma Merck wycofała się z prac nad szczepionką, ponieważ bezpieczniej jest przechorować chorobę Covid-19 niż się na nią zaszczepić – Manipulacja W szóstej minucie nagrania, Zięba stwierdza: „firma Merck wycofała się z produkcji szczepionek, bo powiedzieli wyraźnie, że wychodzi na to teraz, że przechorowanie Covid-19 jest bezpieczniejsze niż podanie szczepionki i skuteczniejsze przede wszystkim”. Wiele osób lekko przechodzi Covid-19, jednak są i takie osoby, które w wyniku ciężkiego przebiegu i/lub powikłań umierają. Liczba zgonów na świecie przekroczyła 2,1 miliony osób, a zakażeń 100 milionów, doniosła AFP 5 lutego. Statystyki zgonów i opisy wysiłków naukowców oraz lekarzy można znaleźć na stronie Światowej Organizacji Zdrowia WHO, polskiego ministerstwa zdrowia i wielu innych poważnych instytucji. W Polsce do 5 lutego, zachorowało od początku epidemii 1,5 miliona osób, a liczba zmarłych przekroczyła 38,7 tys. osób.
Prawdą  jest to, że Merck ogłosił 25 stycznia decyzję o wycofaniu się z prac nad szczepionką. Jaka była przyczyna? Zrzut ekranu ze strony firmy Merck z 4 lutego 2021 r. „Decyzja o rezygnacji jest następstwem analizy wyników pierwszej fazy badań klinicznych dla tych dwóch szczepionek. W badaniach tych, zarówno szczepionka V590 jak i V591 były ogólnie dobrze tolerowane przez pacjentów, ale dawały gorszą odpowiedź układu immunologicznego niż naturalne przechorowanie infekcji i słabszą niż w przypadku innych szczepionek przeciwko SARS-CoV-2/COVID-19” – czytamy w komunikacie firmy. Informuje ona również w nim, że „prowadzi równolegle badania nad dwoma lekami MK-7110 i MK-4482” do leczenia pacjentów chorych na Covid-19. – To decyzja biznesowa. Rezygnacja z badań nad szczepionką, gdy są już na rynku lepsze preparaty i skoncentrowanie się na opracowaniu leku, jest rozsądną decyzją, tym bardziej, że skutecznego leku jak na razie nie ma na rynku – komentuje dla AFP dr hab. Aleksandra Zasada z PZH. Zatem Zięba wyrwał z kontekstu fragment komunikatu i nadał mu inne, nieprawdziwe znaczenie. Covid-19 nie istnieje – Fałsz Zięba mówi też, że nie ma takiej choroby jak Covid-19, jest tylko „zespół objawów”. Wiele razy pisaliśmy już, że wirus powodujący chorobę Covid-19 został zidentyfikowany w laboratorium, a jego kod genetyczny został opublikowany w marcu 2020 r. przez Ośrodek Kliniczny Zdrowia Publicznego i Szkoły Zdrowia Publicznego w Szanghaju w GenBank, amerykańskiej bazie danych sekwencji kodu genetycznego. Twierdzenie, że pandemia nie istnieje jest bezzasadne po niemal roku zmagania się praktycznie wszystkich krajów świata z patogenem. By udowodnić, że nie można zakazić się koronawirusem Zięba wymazał swoją twarz, jak opowiada, plwocinami od osoby, która przechorowała Covid-19. Mówi, że nie zachorował, co w jego mniemaniu ma być dowodem na nieistniejącą pandemię. Nic dziwnego. „Osoba, która przechorowała Covid-19 i wyzdrowiała nie ma najprawdopodobniej już wirusa w drogach oddechowych i nie może zarażać” – tłumaczy dr Zasada. Przypomnijmy, że wirus przenosi się na ogół drogą kropelkową, a więc podczas kaszlu, kichania czy mówienia, od osoby chorej lub przechodzącej Covid-19 bezobjawowo.
W wytycznych postępowania z pacjentami z podejrzeniem zakażenia koronawirusem SARS-CoV-2, dokumencie przygotowanym dla szpitali czytamy: „Zakaźność rozpoczyna się prawdopodobnie krótko przed wystąpieniem początkowych objawów (1 doba) i utrzymuje się do ich ustąpienia. W pierwszych dniach choroby, materiał zakaźny stanowią wydzielina z nosa, gardła, oskrzeli, łzy, a w późniejszej fazie – także kał, mocz. Zakażenie następuje drogą kropelkową oraz przez kontakt bezpośredni z wydzielinami pacjenta a także kontakt pośredni ze sprzętami i powierzchniami skażonymi wirusem. Czas przeżycia wirusa (na podstawie danych dla SARS) na powierzchniach nieożywionych w 4°C wynosi 28 dni, natomiast w 20°C od 2 do 5 dni.” Wniosek: Twierdzenie Jerzego Zięby, że Pfizer zakończył badania nad szczepionką jest fałszywe, jak również to, że maseczki powodują raka płuc oraz, że Covid-19 nie istnieje. Fake news tygodnia dzięki uprzejmości Agence France-Presse.
Fake news

Nie, Polska, Norwegia i Szwecja nie pozwały WHO za rzekome skażenie chemikaliami

Tysiące użytkowników udostępniło na Facebooku rzekomą informację, że Polska razem z Norwegią i Szwecją pozwały Światową Organizację Zdrowia (WHO) za skażenie powietrza nad Europą. Informację miał opublikować Reuters. To nieprawda – brytyjska agencja prasowa nie publikowała takiej informacji, a władze Polski, Szwecji i Norwegii zdementowały te doniesienia. „Polska, Szwecja i Norwegia pozywają WHO za zarażenie Europy. Poinformował o tym Reuters. Zatrzymani piloci przyznali, że rozpylili substancję chemiczną wywołującą chemiczne zapalenie płuc!” – napisał na początku stycznia jeden z użytkowników. Do publikacji dołączył cztery zdjęcia. Na pierwszym z nich widać samolot rozpylający obłok białej pary. Pozostałe fotografie przedstawiają wnętrza samolotów wypełnione kanistrami. Zrzut ekranu z Facebooka z 22 stycznia 2021 r. Podobne posty miały tysiące udostępnień za granicą i były publikowane po serbsku, hiszpańsku, portugalsku, bułgarsku i francusku. Jak się okazuje, zarówno Polska, jak i Norwegia oraz Szwecja nie pozwały Światowej Organizacji Zdrowia (WHO). Natomiast fotografie przedstawiające kanistry nie ukazują zbiorników z toksycznymi substancjami. Twierdzenia o chemtrails są pozbawione podstaw naukowych. Pisaliśmy o tej teorii spiskowej w październiku 2020 r. Pozwy z powodu Covid-19 Nie udało nam się odnaleźć informacji dotyczącej rzekomego pozwu ani na stronie Reutersa, ani w wyszukiwarce Google. Jedyna informacja, którą znaleźliśmy na stronach brytyjskiej agencji, dotyczy pozwu trzech mieszkańców przedmieść hrabstwa Nowy Jork, którzy w kwietniu 2020 zarzucili Światowej Organizacji Zdrowia, że nie ogłosiła wystarczająco szybko pandemii. Z kolei miesiąc później Reuters informował o pozwie grupowym przedsiębiorców i osób prywatnych wobec Chin za rzekome niepowodzenie w powstrzymywaniu się rozprzestrzeniania choroby Covid-19. Nie był to jednak pozew skierowany do WHO. „Mogę potwierdzić, że Reuters nie opublikował takiej historii” – napisał w wiadomości do AFP 14 stycznia 2021 r. Joel Ivory-Harte, odpowiedzialny w agencji za komunikację. Szwecja, Norwegia i Polska: – nie ma takich pozwów Tym doniesieniom zaprzeczyli również przedstawiciele władz Polski, Norwegii i Szwecji. „Nic o takim pozwie nam nie wiadomo” – przekazał w mailu do AFP 14 stycznia 2021 r. Mie Skarpaas, doradca ds. komunikacji Prokuratora Generalnego w Norwegii. „To nie ma żadnego potwierdzenia w rzeczywistości i jest nieprawdą” – przekazał w mailu do AFP 14 stycznia 2021 roku Guri Solberg, rzecznik norweskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Jak mówi Robin Simonsson, rzecznik szwedzkiej prokuratury stwierdził, że prokuraturze „nieznane są takie informacje”. „W odpowiedzi na przesłane pytania pragniemy poinformować, że Polska nie złożyła skargi przeciwko WHO ws. rzekomego rozpylania z powietrza środków chemicznych, ani jakiekolwiek innej skargi przeciwko tej organizacji. Informacje na ten temat przedstawiane w mediach społecznościowych są całkowicie fałszywe” – przekazał 13 stycznia AFP przedstawiciel biura rzecznika prasowego Ministerstwa Spraw Zagranicznych w Polsce. Kanistry Zdjęcia z kanistrami dołączone do postów na Facebooku również nie są dowodem na rozpylanie chemicznych substancji przez pilotów samolotów. Zbiorniki to w rzeczywistości balast używany podczas lotów testowych. Symulują obciążenie pasażerów. – Podczas lotów testowych, gdy samolot jest całkowicie pusty, symuluje się wagę pasażerów i siedzeń, zastępując je dużymi butlami wypełnionymi wodą – powiedział Xavier Tytelman, konsultant ds. bezpieczeństwa lotniczego. Więcej o kanistrach z wodą pisaliśmy w języku francuskimw październiku 2020 roku. – Tego typu zbiorniki z balastem pozwalają na odwzorowanie typowych scenariuszy, które mogą wystąpić podczas operacji lotniczych – wyjaśnia w poniższym filmie inżynier testów lotniczych z kanadyjskiego koncernu „Bombardier Transportation”. Jeżeli chodzi o zdjęcie samolotu z chmurą to wykonano je 19 maja 2006 roku i przedstawia bombowiec wodny Boeing 747-273C podczas lotu testowego w Kalifornii – o czym czytamy na stronie Airliners i JetPhotos. Wniosek: władze Polski, Szwecji i Norwegii nie pozwały Światowej Organizacji Zdrowia. Tym bardziej nie informował o tym Reuters, ani inne media. Fake news tygodnia dzięki uprzejmości Agence France-Presse.
Fake news

Nie, Pfizer nie testował preparatów na więźniach. Robił to niemiecki Bayer

Od końca grudnia na Facebooku krążą posty, według których firmy Pfizer i Bayer miały, w czasie wojny, testować na więźniach niemieckich nazistowskich obozów koncentracyjnych preparaty farmaceutyczne. Do postów dołączono grafikę, na której widać strzykawkę i Bramę Śmierci Auschwitz-Birkenau. Twierdzenie to nie jest prawdą w przypadku Pfizera. Prawdą jest w odniesieniu do niemieckiej firmy Bayer, która rzeczywiście prowadziła testy leków na więźniach. „Dla przypomnienia – firmy Pfizer i Bayer dostarczyły szczepionki i leki do eksperymentów w więzieniach w obozach koncentracyjnych w nazistowskich Niemczech” – czytamy w poście opublikowanym 15 stycznia -(zachowaliśmy oryginalną pisownię – przy. red.). Podobne posty pojawiły się wcześniej, 9 stycznia oraz 19 grudnia 2020 r.
Zrzut ekranu z Facebooka z 20 stycznia 2021 r. Posty miały na Facebooku ponad 40 tys. udostępnień. Podobne treści pojawiły się na Wykopie i Reddicie. Do posta dołączono czarno-białą grafikę, na której widać dwie ręce ze strzykawką nad Bramą Śmierci obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau oraz napis „Arbeit macht frei”, który po niemiecku znaczy „Praca czyni wolnym”. W nim, słowo „arbeit” (praca) zastąpiono nazwą firmy Pfizer, producenta pierwszej zarejestrowanej szczepionki przeciwko Covid-19 stosowanej w Europie. Trzy w jednym Fotomontaż powstał z kilku elementów. Fragment z rękoma i strzykawką zaczerpnięto ze zdjęcia zrobionego podczas trzeciej fazy testów szczepionki przeciwko Covid-19 firmy Pfizer 27 października 2020 r na Uniwersytecie w Ankarze. Można je znaleźć na stronie agencji fotograficznej Getty Images.  Zdjęcie z torami i Bramą  Śmierci zrobiono w obozie Birkenau od strony obozu. Zdjęcie ze słynnym napisem na metalowej bramie pochodzi z Auschwitz. To do tego największego obozu na terenie okupowanej przez Niemcy Europy, naziści przywozili transporty Żydów przeznaczonych do eksterminacji. W komorach gazowych obozu zginęło ponad milion Żydów, m.in. z Węgier, Polski, Francji, Holandii, Grecji, Czech, Słowacji, Belgii i Włoch. Zdecydowaną większość z nich Niemcy zamordowali natychmiast po selekcji w komorach gazowych. W obozie zginęło również blisko 75 tys. Polaków, 21 tys. Romów i Sinti, 15 tys. sowieckich jeńców, a także tysiące osób innych narodowości. Napis „Arbeit macht frei” mocowany na bramach do kilku obozów koncentracyjnych stał się symbolem masowej eksterminacji. Napis ten umieszczany był na wielu wejściach obozowych, nie tylko w Auschwitz, np. w getcie Theresienstadt (Protektorat Czech i Moraw), czy obozie Dachau (Niemcy). Po przekroczeniu bramy, człowiek miał niewielkie szanse na przeżycie. Autorzy fotomontażu sugerują, że tak jak po przekroczeniu bramy obozu koncentracyjnego człowieka czekała śmierć, tak samo ma być po szczepieniu preparatem firmy Pfizer przeciwko Covid-19. To nieprawda. Szczepionka jest bezpieczna. Pisaliśmy o tym wielokrotnie (1, 2). Nie powoduje zmiany genotypu człowieka, ani niepłodności u kobiet. Dokładny opis szczepionek można znaleźć na stronie Komisji Europejskiej pod tym linkiem.  Poprosiliśmy muzeum Auschwitz-Birkenau o komentarz – Firma Pfizer nie była powiązana z obozem Auschwitz-Birkenau, ani innymi obozami koncentracyjnymi. To jest twierdzenie wyssane z palca – tłumaczy AFP, dr. Piotr Setkiewicz, kierownik Centrum Badań muzeum. Inaczej było z firmą Bayer. Jako firma farmaceutyczna była ona częścią wielkiego koncernu chemicznego IG Farben produkującego różne produkty chemiczne, zarówno kauczuk, paliwa syntetyczne, gazy bojowe jak i lekarstwa.  Dla przykładu, 10 tys. więźniów obozu budowało fabrykę kauczuku w Oświęcimiu. IG Farben, a zatem po części Bayer, była silnie związana z obozem –  tłumaczy historyk. Trudno zresztą posądzić firmę Pfizer o związki z nazistami. Firma kojarzy sie z Niemcami, ale w rzeczywistości jest amerykańska. Cała jej niemieckość bierze się z niemieckiego nazwiska założycieli Charles’a Pfizera i jego kuzyna Charles’a Erhardta Pfizera.
Zdjęcia założycieli firmy Pfizer. Zrzut ekranu ze strony worldkings.org z 20 stycznia 2021 r. To ci dwaj imigranci założyli firmę w 1849 r. po przyjeździe do Ameryki. Pierwszy z nich był aptekarzem, drugi cukiernikiem.  Sukcesem firmy z Brooklynu okazały się tabletki na pasożyty produkowane na bazie gorzkiej santoniny. Historię firmy można prześledzić na jej stronie. Dziś to drugi na świecie koncern farmaceutyczny, notowany na giełdzie. W czasie II wojny światowej Pfizer nie miał przedstawicielstwa, ani w Niemczech, ani nigdzie w Europie. Dopiero po wojnie, w latach 50 firma otworzyła swoją fabrykę w Belgii, skąd obecnie docierają do Polski szczepionki przeciwko Covid-19. A co z niemieckim partnerem Pfizera? Firma Biontech BioNTech SE (Biopharmaceutical New Technologies), która wraz z amerykańskim producentem opracowała pierwszą szczepionkę przeciwko Covid-19 stosowaną w Europie, również nie mogła mieć związków z obozami koncentracyjnymi Trzeciej Rzeszy. Chociażby z tej prostej przyczyny, że powstała ona dopiero w 2008 r. Założyli ją Igur Sahin i jego żona Özlem Türeci, dzieci tureckich imigrantów, którzy do Niemiec przyjechali jako gastarbeiterzy w latach 70. Bayer i Auschwitz Wróćmy do firmy Bayer. Co wiemy na ten temat? – Z różnych relacji więźniów, wiadomo, że lekarze SS, w tym przede wszystkim SS-Hauptsturmführer dr Helmut Vetter, otrzymywali od firmy Bayer fiolki preparatów, które testowano na więźniach pod kątem ich skuteczności czy dozowania. Tego typu testy leków odbywały się na zasadzie półprywatnej działalności lekarzy SS w szpitalu obozowym znajdującym się w Bloku 28 w części Auschwitz. Rzecz jasna eksperymenty odbywać się musiały za wiedza, aprobatą i wsparciem ze strony komendantury obozu – tłumaczy nam dr. Setkiewicz.
Bloku 28 Auschwitz – zdjęcie archiwalne za zgodą Muzeum Auschwitz-Birkenau. W zeznaniach dr. Władysława Tondosa, polskiego więźnia KL Aushwitz, złożonych w 1947 r. przed Główną Komisją Badania Zbrodni Niemieckich w Polsce czytamy o testowaniu preparatami bayerowskimi. „Dla wypróbowania tych nowych preparatów zakażano zdrowych więźniów krwią chorych na tyfus, wstrzykując im ją dożylnie w ilości pięciu centymetrów sześciennych. Tak sztucznie zakażonych leczono następnie tymi nowymi preparatami. Wszystko były wyrabiane przez firmę Bayer. Na podstawie obserwacji stwierdziliśmy, że środki te w przypadku tyfusu plamistego nie leczyły i większość chorych zginęła”. I dalej: „Ja osobiście byłem świadkiem, jak na bloku 20. obozu macierzystego w Oświęcimiu na polecenie i pod kontrolą dr. Vettera wstrzykiwano zdrowym więźniom krew chorych na tyfus, przygotowując w ten sposób obiekty do stosowania badanych przez Vettera nowych preparatów firmy Bayer” – powiedział  były więzień.
Zrzut ekranu ze strony Zapisy Terroru z 21 stycznia 2021 r. Na stronie muzeum można przeczytać (po polsku i angielsku) dokładne informacje o testowaniu leków przez firmę Bayer na więźniach. „W latach 1941-1944 obozowi lekarze SS: Friedrich Entress, Helmuth Vetter, Eduard Wirths, w mniejszym zakresie Fritz Klein, Werner Rhode, Hans Wilhelm König, Victor Capesius (kierownik apteki obozowej), Bruno Weber (kierownik Instytutu Higieny SS w Rajsku) wypróbowywali na więźniach KL Auschwitz tolerancję i skuteczność nowych preparatów i leków, oznaczonych m.in. kryptonimami: B-1012, B-1034, B-1036, 3582, P-111, a także rutenolu i peristonu. Działali oni na zlecenie IG Farbenindustrie, a głównie wchodzącej w skład tego koncernu firmy Bayer. Wymienione preparaty pod różnymi postaciami, i w różnych dawkach podawano więźniom cierpiącym na choroby zakaźne” – czytamy. Po wojnie pracownicy koncernu IG Farben stanęli przed Międzynarodowym Trybunałem Wojskowym w Norymberdze powołanym po 1945 r. do osądzenia zbrodniarzy wojennych. Wśród nich znalazł się Fritz ter Meer z firmy Bayer. Proces IG Farben był szóstym z dwunastu procesów norymberskich. Spośród 24 oskarżonych 13 zostało uznanych za winnych; skazano ich na karę więzienia od półtora roku do ośmiu lat. Dziesięciu oskarżonych uniewinniono ze wszystkich zarzutów. Antyszczepionkowa narracja w sieci – Antyszczepionkowa narracja z obozem Auschwitz-Birkenau w tle nie jest niczym nowym w świecie dezinformacji. W sieci co jakiś czas pojawiają się tego typu treści – mówi AFP Bartosz Bartyzel, rzecznik prasowy Muzeum Auschwitz-Birkenau.
Niejednokrotnie mają one antysemicki wydźwięk. Ostatnio, 16 grudnia na Twitterze w grafice napis „Arbeit macht frei” zastąpiono napisem po angielsku „Vaccines are safe path to freedom” (szczepionki są bezpieczną drogą do wolności), sugerując, że są one śmiertelnie niebezpieczne. Porównania użył Piers Corbyn, brat brytyjskigo polityka Jeremiego Corbyna. Muzeum Auschwitz-Birkenau we wpisie na swoim koncie na Twitterze potępiło „instrumentalizację tragedii ludzi” do argumentowania przeciwko szczepionkom, które w rzeczywistości ratują ludzkie życie. Muzeum określiło to porównanie „przerażającym symptomem upadku moralnego i intelektualnego” autorów. Wniosek: Nie jest prawdziwe twierdzenie, że amerykański koncern Pfizera testował szczepionki na więźniach w obozie koncentracyjnym Auschwitz-Birkenau. Prawdą jest natomiast to, że Bayer, jako gałąź nieistniejącej już niemieckiej firmy IG Farben, prowadziła testy swoich produktów na więźniach w obozach koncentracyjnych.   Fake news tygodnia dzięki uprzejmości Agence France-Presse.
Menu